Szeryf z Wałycza


Siedzę na dawno nieużywanej rampie kolejowej nieopodal dworca w Wąbrzeźnie i trawię przebieg spotkania, które miało miejsce kilkanaście minut wcześniej. W trawieniu wspomagają mnie „Złote Lwy” nabyte w pewnym dyskoncie. Uwierzyć nie mogłem, że jeszcze kiedykolwiek mnie to spotka, ale po raz pierwszy od ośmiu lat kasjerka poprosiła mnie o dowód osobisty. Siwizna powoli acz stanowczo opanowuje moje skronie, perlistym uśmiechem mógłbym co najwyżej wystraszyć aniżeli dać dowód swojej witalności, a tu takie zaskoczenie. Wróćmy jednak do spotkania. Pod koniec wizyty w Wąbrzeźnie będąc tuż nieopodal dworca postanowiłem odwiedzić cmentarz ewangelicki w Wałyczu. Niecałe 1,5 km dzieliło mnie od celu, a od pociągu prawie godzinę, skręcam więc w ul. Pszenną. Droga gruntowa, sucha. Po pewnym czasie zauważyłem, że ktoś mnie śledzi. Z daleka wyglądał na starszego osobnika w kapeluszu, który dziarskim krokiem przybliża się ku mnie. Gdy byłem już na cmentarzu i wzrokiem mierzyłem tamtejszą aleje lipową, on dyskretnie przyglądał mi się zza lilaków mamrocząc coś pod nosem. Gdy spostrzegł, że go ignoruję przedarł się przez krzaki i po sekundzie stanął przede mną. Twarz czerstwa, zacięta. Włos siwy wystaje spod kapelusza kowbojskiego. Kurtka skórzana, gumiaki o dziwo schowane pod spodniami. Wzrok lekko wybałuszony podobnie jak i nozdrza.

– Co pan tu robi?! No! – wykrzyknął.

– Zwiedzam cmentarz.

– A skąd pan wie, że tu cmentarz? Kto tu pana przysłał? A ma pan jakieś dokumenty, bo jak nie to ja policję zawezwę!

Zacząłem powoli wyjaśniać mu cel wizyty, a on niczym rozjuszony lew przechadzał się w tą i z powrotem bardzo głośno oddychając.

– Bo ja tu sprzątam, tu lampki zawsze palę. A kiedyś to tu śmieci nawalili! – mówiąc to machnął energicznie ręką i pokręcił głową.

Czasem podparcie argumentów grubszym słowem pomaga, rzekłem więc.

– Wie Pan, ja na cmentarzach różne już rzeczy widziałem i niektóre z nich to, mówiąc po męsku, tak zostały skurwione, że lepiej nie mówić, a tutaj czysto i znicze stoją.

Zastygł, by po chwili gromkim głosem oznajmić.

– Dobrze pan mówisz! No!. Tu stały takie wysokie nagrobki z napisami – pokazuje ręką na wysokość niecałego metra. A tu, widzisz pan te dwie mogiły, to Niemcy przyjeżdżali do nich jeszcze po wojnie i takie marki dawali, ale …

W tym momencie zamachnął się rękoma, by w nie klasnąć, lecz najzwyczajniej nie trafił w dłonie.

– Wzięli – kontynuował już spokojniej. Gniew z niego wyszedł, stał teraz jakby nieco przygarbiony. – Dzień po Wszystkich Świętych ja tu znicze zapalę. A pan tu sobie zdjęcia porób, ale tu ma to wszystko zostać jak było. Niczego nie ruszać. Ja mieszkam tam, w domu przy drodze – wskazał palcem i wyszedłem za panem, bo nie lubię jak mi się tu obcy kręcą.

– Rozumiem Pana. I cieszę się, że są jeszcze tacy szeryfowie, którzy doglądają te cmentarze.

Wyprostował pierś. Przez moment zdawało mi się, że bardzo nieśmiało się uśmiechnął.

– I żeby nie tego… Nie chciałem żeby tak krzyczeć. No. To wszystko. Wyciągnął rękę na pożegnanie, drugą poprawił kapelusz. Odwrócił się jeszcze raz gdy był już na drodze.

– A może pan pradziadka szuka, co?

– Nie szukam, ja mam bardzo polskie nazwisko.

– No jak polskie to tu nie ma co szukać.

Poszedł.

Cmentarz znów stał się miejscem ciszy. Aleja lipowa ciągnie się przez całą długość. Również drzewa ograniczające jego teren to lipy. Całość o tej porze roku stanowi żółto-ciemnozieloną wyspę na tle świeżo wykiełkowanych ozimin. Groby ułożono regularnie. Trzy rzędy po lewej i trzy rzędy po prawej. W każdym z nich da się zauważyć ubytki lub liście i ściółka skutecznie maskują. Pi razy oko około 60 nagrobków. Przez nieplanowaną pogawędkę spieszyłem się i w rezultacie zrobiłem jedynie kilka „przypadkowych” zdjęć zapominając sfotografować lipowej alei, a i tak pociąg odjechał na moich oczach. Tory są niecałe 500 m. gdyby wytyczyć linię prostopadłą łączącą cmentarz z nimi, tyle że do stacji byłoby jeszcze ponad kilometr.

Brak nawyku reporterskiego (koniecznie wyćwiczyć) spowodował, że nie do końca jasne są dla mnie intencje tego człowieka. Nie dowiedziałem się kto w końcu zabrał nagrobki i w jakim celu? Kto komu płacił „takie marki”. Swoją wybuchowością zdawał się maskować strach, a gdy tłumaczyłem, że nie jestem żadnym emisariuszem finansowanym za niemieckie pieniądze wyraźnie czuł się zażenowany i wymachiwaniem rąk jakby przeganiał sądy, które kazały mu tak podejrzewać.

[Fot. 1] Cmentarz w Wałyczu widziany od ul. Pszennej | Wałycz (gm. Wąbrzeźno, 2012
Evangelischer Friedhof | Wallitsch (Kreis Briesen), 2012

[Fot. 2] Cmentarz ewangelicki | Wałycz (gm. Wąbrzeźno), 2012
Evangelischer Friedhof | Wallitsch (Kreis Briesen), 2012

[Fot. 3] Cmentarz ewangelicki | Wałycz (gm. Wąbrzeźno), 2012
Evangelischer Friedhof | Wallitsch (Kreis Briesen), 2012

[Fot. 4] Cmentarz ewangelicki | Wałycz (gm. Wąbrzeźno), 2012
Evangelischer Friedhof | Wallitsch (Kreis Briesen), 2012

A tak cmentarz prezentuje się od strony południowo-wschodniej kilkanaście minut po wschodzie słońca.

[Fot. 5] Cmentarz ewangelicki | Wałycz (gm. Wąbrzeźno), 2012
Evangelischer Friedhof | Wallitsch (Kreis Briesen), 2012

O niedoszłej wizycie na cmentarzu tego samego dnia nad ranem w następnym wpisie. W opracowaniu [1] dotyczącym cmentarzy powiatu wąbrzeskiego znalazłem informację o dwóch inskrypcjach, których nie znalazłem. Przyjdzie mi jeszcze raz go odwiedzić, a tym samym wzbudzę czujność szeryfa i może dowiem się czegoś nowego.

Fot. 6 Jesień w Wałyczu | Wałycz (gm. Wabrzeźno), 2012

Przypisy:

[1] Borysowski B., Dokumentacja cmentarzy poewangelickich w powiecie wąbrzeskim, Wąbrzeźno, 2003

One thought on “Szeryf z Wałycza

  1. Pingback: Dreptanie po Wąbrzeźnie #1 « Kamień na kamieniu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: