Jarki raz jeszcze


Cała rodzina w komplecie. Franciszek założył niedzielny garnitur, pod szyją zawiązał muszkę. Na wszelki wypadek zerknął czy ma przypiętą dewizkę. Na pewno ma, gdyby mógł to by się z nią nie rozstawał. Sznyt przedsiębiorcy skutecznie maskuje kilkanaście lat pracy w westfalskich kopalniach, lecz nie jest bynajmniej manierą nuworysza. Sumienność oraz żyłka do interesu dała o sobie znać już w Niemczech i sklep z artykułami szewskimi i kaletniczymi przynosił zyski. Koledzy z kopalni z zazdrością spoglądali na człowieka, który jeszcze do niedawna gniótł się w nieogrzewanym pokoju, a teraz sam ma własny dom. Na nic jednak sukces kiedy cały czas jest się obcym. Wyjechali w porę, bowiem z hiperinflacją jeszcze nikt nie wygrał. Po jego prawicy przycupnęła małżonka Antonina, która do zdjęcia wdziała jasną spódnicę i korale. Nie kryła swoich spracowanych rąk. Nie dowierzała jak za pomocą tego dziwnego przyrządu fotograf zamierza uwiecznić ich na papierze, lecz myśl o posiadaniu takiej pamiątki napawała dumą. Jej usta zastygły w dyskretnym uśmiechu. Na stojąco pociechy. Staś uparł się, że bez Ciapka na rękach pozować nie będzie. Maria, już za moment panna na wydaniu stoi z powagą. Po stronie Franciszka jego pierworodny. Tomasz, jeszcze nie skończył 20 lat, ale niegdyś ludzie wyglądali w tym wieku o wiele dojrzalej. Po matce głęboko osadzone oczy, po ojcu nieco odstające uszy i dzielenie wspólnego trudu –  parę lat pracy pod ziemią mimo młodego wieku. By wyjechać należało wybrać opcję polską, potwierdzić to u konsula, wyrobić paszport tymczasowy i w drogę. Z takimi pieniędzmi nie trzeba będzie już nigdy schodzić do podziemi po czarne złoto. Rodzina Franciszka Kendzi podobnie jak jego wielu kolegów ze sztolni wrócili do wówczas świeżej na mapach Polski. Część powracała na ojcowiznę do południowej Wielkopolski, a część osiedlała się w Puszczy Bydgoskiej kupując gospodarstwa od niemieckich kolonistów, którzy wyprawiali się w kierunku przeciwnym, do niedawno proklamowanej Republiki Weimarskiej. Nareszcie na swoim, nawet gdy to 7,5 ha piaszczystego gruntu. Jarki, Kamienny Bród, Magdaleniec, Glinno Wielkie i inne okoliczne miejscowości – jeszcze do niedawna ostoje niemczyzny powoli zapełniają się polskimi emigrantami z Westfalii. Kendziowie kupili gospodarstwo w Jarkach od Schreiderów. Chałupa, taka sama jak wszystkie. Cegła, glina, drewno. Odludzie nie pozostawiło mieszkańcom dużego wyboru. Żywi ich tartak i młyn, bo z ubogiej ziemi plony nieobfite. Zaraz po wojnie Tomaszowi rodzi się syn Józef. Koleje życia urodzonego w Jarkach Pana Józefa Kendzi sprawiły, że podzielił los swoich przodków i również pracował w kopalni na Górnym Śląsku, gdzie mieszka do dziś. Jestem mu wdzięczny za to, że po znalezieniu w internecie mojego wpisu na temat wsi Jarki postanowił podzielić się historią swojej rodziny. Dokumenty po ojcu i kilkanaście fotografii z ludźmi, z którymi nie sposób już się umówić. Zapraszam na fotograficzną wędrówkę po urywkach z życia rodziny Kendzia i innych mieszkańców Jarek.

[Fot. 1] Dziadkowie Antonina i Franciszek Kendziowie wraz z dziećmi: Stanisławem (ur. 1914 r., z pieskiem), Marią i najstarszym Tomaszem (ur. 1903 r., ojcem Pana Józefa) | Jarki, ok. 1923 r.

[Fot. 2] Książeczka pracy górnika Tomasza Kendzi | 1919 r.

 

[Fot. 3] Deklaracja Tomasza Kendzi na rzecz obywatelstwa polskiego potwierdzona przez konsulat | Essen, 1922

[Fot. 4] Potwierdzenie wydane przez prezydenta rejencji dla optanta Tomasza Kendzi o zadeklarowaniu obywatelstwa polskiego | Münster, 1922 r.

 

[Fot. 5] Paszport tymczasowy wydany na czas podróży do Polski | 1922 r.

W okresie międzywojennym ojciec Pana Józefa pracował na kolei w Cierpicach, a także w jarkowskim tartaku (tam pracował też w czasie II wojny). Właścicielem tartaku oraz młyna w 1930 r. został niejaki Hailemann. Oby dwa przedsiębiorstwa, a także cierpicki tartak w czasie wojny pozostają w jego rękach aż do 1944 r., kiedy to widocznie przeczuwając klęskę Rzeszy wyjeżdża na zawsze z Jarek. Pierwszy z lewej w pozycji siedzącej to Tomasz Kendzia, para z dzieckiem po środku to Hailemann z żoną i córką Minną, która żyje do dziś. Pamiętacie Beckerów, z którymi snuliśmy się przez Suchatówkę i Jarki? Stojąca w jasnych ubraniach para to Olga Becker i jej przyszły mąż Ogiński. Po wojnie zamieszkali w domu młynarza. To właśnie Oldze Becker udało się wyprosić zwolnienie jej ojca Gotfryda z gniewkowskiego „miejsca odosobnienia”.

[Fot. 6] Zaświadczenie o zatrudnieniu na kolei | Cierpice, 1929 r.

[Fot. 7] Tomasz Kendzia (pierwszy z lewej), małżeństwo z dzieckiem po środku to Hailemanowie – właściciele tartaku, para w jasnych ubraniach to Olga Becker i jej przyszły mąż Ogiński | Jarki, 1932 r.

[Fot. 8] Dokument meldunkowy Tomasza Kendzi wydawany dla mieszkańców byłych terenów Polski wcielonych do Rzeszy| 1939 r.

To dopiero perełka! Młyn w Jarkach w czasach swojej świetności. Był to budynek ceglany, mechanizm napędzany był za pomocą turbiny. Na poniższym zdjęciu widzimy także dom młynarza. Wówczas mieszkali w nim Ogińscy. Zimą 1945 lub 1946 r. zamarzły stawidła i w efekcie zmyło pobliski tartak (nigdy potem nie odbudowany), a także młyn w pobliskim Dybowie. Zdjęcie pochodzi z połowy lat 50. XX w. kiedy to odbudowano tamę na Zielonej Strudzę. Młyn działał jeszcze niecałe 15 lat. Pod sam koniec lat 60. XX w. przyjechali z Inowrocławia żołnierze, którzy zabrali wszystko to co miało jakąkolwiek wartość z punktu widzenia techniki. Resztę zniszczenia dopełnili szabrownicy oraz czas. Dalej mamy rekonstrukcję zespołu młyńskiego wykonaną na zlecenie mieszkającego teraz w Berlinie Gerarda Ogińskiego, wnuka Ogińskiego i Olgi Becker.

[Fot. 9] Młyn w Jarkach wraz z domem młynarza podczas odbudowy tamy na Zielonej Strudzę | Jarki, w połowie lat 50. XX w.

[Fot. 10] Rekonstrukcja młyna z poprzedniego zdjęcia wykonana na zlecenie Gerharda Ogińskiego

Wśród dostarczonych przez pana Józefa zdjęć były także te należące do jednego z kolegów jego ojca. Z panem Stroińskim (zapomniałem zapytać jak miał na imię) znali się jeszcze  z okresu westfalskiego. Rodzina Stroińskich również sprowadziła się do Jarek. Obok ich gospodarstwa przetrzymywani byli podczas II wojny jeńcy holenderscy. Za mieszkania służyły im baraki ze sklejki, nad samą rzeką zorganizowana była kuchnia. Wespół z jeńcami radzieckimi (ze Stalagu XXC na Glinkach) kopali transzeje i rowy przeciwczołgowe. Byli używani również do prac polowych.

Jak widać musiało być wesoło w lesie. Wszyscy ochoczo wyciągają rękę po bimber. Drugi od lewej to Alfut. Prowadził sklep w Jarkach. Dalej „leśna brygada”, czyli społeczne sadzenie sosen pod kierunkiem leśniczego Pawlikowskiego – pierwszy z prawej, stoi. I najciekawsze, wesele u westfalczyków w Krotoszynie z 1926 r. W owym czasie furorę robili harmoniści. Bez nich nie mogło odbyć się żadne porządne wesele. Jednym z grających na harmonii jest właśnie Stroiński (drugi od lewej wśród orkiestry).

[Fot. 11] Popijawa w lesie | Jarki, lata 60. XX w.

[Fot. 12] Leśna brygada | Jarki, II poł. lat 60. XX w.

[Fot. 13] Wesele | Krotoszyn, 1926 r.

Z wycieczki do krainy dzieciństwa, którą Pan Józef odbył w 1992 r. zachowały się dwie ważne fotografie. Szkoła podstawowa w Osieczku, do której uczęszczał od I do IV klasy to była szkoła ewangelicka, obecnie mieszkania prywatne. Nauka w klasach V-VII kontynuowana była w Glinnie Wielkim. Niestety przedwojenna kronika szkolna uległa spaleniu. W rodzinnych Jarkach szkoła podstawowa została reaktywowana dopiero ok. 1958 r. i stąd nauka w pobliskich wsiach. Drugie ze zdjęć ukazuje rodzinny dom, wybudowany w 1910 r. Pozostały po nim jedynie resztki fundamentów, które sfotografowałem podczas pobytu w Jarkach – [Fot. 3].

[Fot. 14] Dawna szkoła ewangelicka, potem szkoła podstawowa, do której uczęszczał Józef Kendzia | Osieczek, 1992 r.

[Fot. 15] Dom z 1910 r., w którym urodził się Józef Kendzia | Jarki, 1992 r.

Na koniec najstarsza z fotografii z 1918 r., ukazująca Fidlerów z niemal nieistniejącej już dziś osady Brzeczka nad Tążyną, czyli rodzinę od strony mamy pana Józefa. Najstarsza Stanisława (ur. 1899 r.) była jego chrzesną natomiast najmłodsza Helena była teściową pani Till, z którą rozmawiałem podczas pobytu w Jarkach. Stojąca obok niej nieco wyższa Stefania (ur. 1910 r.) to mama właściciela fotografii, a zarazem żona Tomasza Kendzi. Na zdjęciu brakuje dwóch braci, którzy zginęli w toruńskiej szmalcówce. Pani Stefania podczas okupacji pracowała początkowo na niemieckim gospodarstwie w Grębocinie, a potem w tartaku w Cierpicach.

[Fot. 16] Rodzina Fidler. Od lewej: Stanisława (ur. 1899), Leokadia, Władysława, niżej Stefania (ur. 1910) – mama Józefa Kendzi oraz najmniejsza Helena | Brzeczka, 1918 r.

Tyle jest jeszcze historii do odkrycia, a Jarki takie małe. Jak to było z samolotem, co spadł pod koniec wojny za leśniczówką? Obława milicji na Filipiaka zakończona śmiercią tego ostatniego. Wspomnienia pana Kruka, nauczyciela z Jarek. To zaledwie trzy z wielu wątków poruszonych przez Józefa Kendzie. Coś mi się wydaje, że jeszcze w tym roku powstanie następna część wspomnień ze zdjęciami.

Opis i zdjęcia z wsi Jarki z wizyty w 2013 r.- TUTAJ

5 thoughts on “Jarki raz jeszcze

  1. Witam
    Ciekawe artykuły. Chciałabym wiedzić czy jest już gotowa kolejna część wspomnień dot. Jarek.
    Jak to było z tym samolotem itp.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: