Dzikie pola

„Uśmiały się dwa zające na poprzemysłowej łące…” Dalej nie rymuję, ale co innego mogły robić długouche widząc cudaka robiącego zdjęcia rurom, kominom i lampom. Ledwo dzień wstał, a tu mara jakaś ochroniarzom relaks przy porannej kawie psuje. Po co to fotografować, nie ma tu nic ciekawego. Artysta, terrorysta, zboczeniec – no kto do wyjścia z budki przymusza, faunę i złomiarzy płoszy?
Potem dzwony obwieściły, że dzień mamy niedzielny. Skłoniło to jednego z przedstawicieli soli ziemi do głośnego orędzia, by sklep z czarnym terrierem szkockim w logo poważnie traktował klientów. Regulaminowo macie otwierać, bo już czas na smakowanie Pokera nadszedł. Przełknąć tylko trzeba jeszcze porcję drwin od tych co dzień zaznaczony na czerwono w kalendarzu uczczą krupniczkiem. Alkorefleksje uciszone zostały jednym długim spojrzeniem nobliwej lawendy. Dalipan, pokerzyści przepadli w dzikich polach Rubinkowa, a mnie do pionu postawił histeryczny rechot postaci, którą znam z komiksów o batmanie. Na jaskółki obiektywem kitowym polujesz? Zaraz ze śmiechu skonam! Bruzdy na jego czole robiły się coraz ciemniejsze więc dałem susa między bloki.

PS. Zdjęcie nr 6 dedykuję wszystkim poszukiwaczom dworu na Rubinkowie uważającym, że dwór jest tam gdzie szkoła. Nałóżcie stare mapy na widok satelitarny i zobaczcie co wyjdzie. Nie, ten budynek co sfotografowałem nie był dworem.

[Fot. 1]

[Fot. 2]

[Fot. 3]

[Fot. 4]

[Fot. 5]

[Fot. 6]

[Fot. 7]

[Fot. 8]

[Fot. 9]

[Fot. 10]

[Fot. 11]

Zabytki w krzakach. Rzecz o zapomnianych cmentarzach lewobrzeżnego Torunia

Piąta konferencja z cyklu Toruńskie zabytki młodszego pokolenia miała miejsce 13 maja, a wraz z nią wydano plon poprzedniej, w której miałem przyjemność uczestniczyć. Ta czwarta poświęcona była zabytkom toruńskiego lewobrzeża. Dziękuję szefowej toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuki Pani Katarzynie Kluczwajd za możliwość wystąpienia, podczas którego przybliżyłem temat zapomnianych lewobrzeżnych cmentarzy i dotychczasowych działań porządkowych. Całej redakcji zaś dziękuję za cierpliwość, bo jak wiadomo redagowanie czegokolwiek ode mnie do najłatwiejszych nie należy. Po uzyskaniu zgody od wydawcy Stowarzyszenia Historyków Sztuki dzielę się z Państwem moim artykułem w wersji PDF. Proszę zwrócić uwagę na wysmakowaną szatę edytorską autorstwa Pana Kamila Snochowskiego, tak jest w każdym tomie.

Pełna wersja artykułu w PDF – TUTAJ.

M. Wiśniewski, Zabytki w krzakach. Rzecz o zapomnianych cmentarzach lewobrzeżnego Torunia [w:] Zabytki lewobrzeżnego Torunia: zachowane, nieistniejące, tylko zaplanowane, pod red. Katarzyny Kluczwajd i Michała Pszczółkowskiego, Toruń: Toruński Oddział Historyków Sztuki, 2017, s. 63-83.

Dawno mnie tu nie było

Nadwiślańskie błonia w Kaszczorku i te położone ciut dalej na wysokości lasku z fortem złaziłem aż do znudzenia. Zapach dogasających ognisk przegryza się przez woń kwitnących bzów. Mokre łąki, ubłocone trakty, główki oblegane przez wędkarzy – dziś nad ranem nie było inaczej niż przez ostatnie ćwierć wieku. Chyba tylko śmieci rzucone pod topole bardziej europejskie. Towarzyszy mi ptasi gwar, wędka co rusz świszczy w powietrzu, mijam porannych biegających z prądem lub pod prąd. Podczas gdy u góry, na osiedlu, niemrawy ruch zaczyna się w niedzielę wraz z pierwszymi dzwonami, na dole trwają właśnie godziny szczytu. Nigdzie indziej w Toruniu nie spotkacie krów na pastwisku. A jak ma się farta to dzika czmychającego przed srokami. Przychodzę tu raz na jakiś czas, by się upewnić, czy nadal rozpoznam „moje terytorium”. I wypatruję zmian zamazujących to, co zapamiętałem z sumy wszystkich przeszłych wizyt.
Nieco wcześniej byłem u Zbyszka. Wstyd przyznać, ale dopiero teraz Ciebie odwiedziłem po raz pierwszy odkąd przeniosłeś się z osiedla na teren bliżej Wisły. Zawsze miałeś wszystko sprawdzone, zaplanowane, wyrysowane albo zaznaczone na mapie. Tej przeprowadzki na pewno nie brałeś pod uwagę. Dawałeś innym wędrowcom lekcje serdeczności, na których muszę przyznać byłem uczniem krnąbrnym. Ujmowałeś taką bezinteresowną ciekawością świata i ludzi, bez cienia fałszywej nuty. Słuchałeś, co jest umiejętnością coraz rzadszą i niemodną.

 


Cmentarne „Notatki z terenu”

„Notatki z terenu”. Pod takim tytułem ukazał się wydany przez Fundację Ari Ari rocznik poświęcony dziedzictwu kulturowemu Kujaw i ziemi dobrzyńskiej. Klamrą spinającą tematykę pierwszego numeru jest słowo klucz (a powoli słowo wytrych) – zapomniane. Publikacja jest pokłosiem przedsięwzięcia Zapomniane cmentarze na Kujawach 2016 zrealizowanego dzięki środkom przyznanym w konkursie Wolontariat dla dziedzictwa prowadzonym przez Narodowy Instytut Dziedzictwa. Dlatego na większości stronic słowo cmentarz odmienia się we wszystkich przypadkach. Spośród 15 udokumentowanych przeze mnie na zlecenie fundacji cmentarzy protestanckich, opisy 3 położonych na ziemi dobrzyńskiej: Grabiny (Rutki), Rumunki Witkowskie, Stare Rybitwy zostały opublikowane w niniejszym czasopiśmie. Zachęcam do czytania i oglądania.

Pełna wersja online „Notatki z terenu” 2016 (#1) – TUTAJ

Wersja PDF (wyłącznie trzy opisy cmentarzy) – TUTAJ

[Fot. 1] Upadający pod krzyżem Chrystus | Rumunki Witkowskie (gm. Wielgie, pow. lipnowski), 2016

[Fot. 2] Tanatos | Stare Rybitwy (gm. Bobrowniki, pow. lipnowski), 2016

[Fot. 3] Omszały postument z inskrypcją | Grabiny (Rutki) (gm. Lipno, pow. lipnowski), 2016

„Notatki z terenu” 2016 #1, s. 40-41.

VII Rajd Graniczny – 14.05.2017

Zamiast szybkiej przebieżki z przystanku na miejsce zbiórki zafundowałem sobie solidną rozgrzewkę i przyszedłem pod cmentarz w Lubiczu Górnym na pieszo. Pogoda dopisała jak nigdy. Z frekwencją za to było dużo gorzej gdyż wycieczka odbyła się w składzie sześcioosobowym. Jak znam Pana Jana to poprowadziłby rajd nawet gdyby stawił się jeden chętny. Tym razem w gronie nielokalnych uczestników znalazł się śmiałek aż ze Szczecina. Teraz dopiero przypomniałem sobie co ma Lubicz wspólnego ze stolicą województwa zachodniopomorskiego. W Lubiczu złomuje się szczecińskie tramwaje!

Do godziny 9:00 miałem już zaliczony Las Bielawski, Małgorzatowo, cmentarz ewangelicki w Lubiczu Dolnym i obowiązkowy landszaft z młynami nad Drwęcą – czyli wszystkie te fyrtle, które mniej lub bardziej były już obecne na blogu. Jako miłośnik toponomastyki zachwyciłem się wskrzeszeniem nazwy dawnego rumunku w nazwie zakładu pakowania jaj. Jaja z Zielonej Puszczy reklamuję więc całkowicie nieprzypadkowo. Co prawda Zielona Puszcza była po drugiej stronie szosy, jakieś 1,5 km od torów, a tu była część zwana od rzeczki Bywką, ale nie ma się co spierać o szczegóły. Może i na przedsiębiorstwo Bywka przyjdzie czas.

W rajdzie uczestniczyłem po raz szósty na siedem edycji więc nie zamierzam powtarzać tła historycznego opisywanego już we wcześniejszych relacjach. Stali bywalcy skupiają się raczej na zmianach w krajobrazie, a tych nie brakuje. Zacznijmy od tego, że nadleśnictwo na odcinku Lubicz – Kopanino uczytelniło trakt wzdłuż, którego wiedzie rów graniczny. Co dobre dla leśnej ścieżki, nie służy reliktowi granicy. Kolejne słupki zostały usunięte bądź rozwalone, a gdzieniegdzie rów zasypano zostawiając ślady ciężkiego sprzętu. Unoszący się zapach żywicy ze ściętych sosen trochę nam pomieszał w zmysłach, bo widoczne z dala bele drewna wzięliśmy za okaz dzikiej zwierzyny. Monotonny początkowy odcinek kończący się pod Kopaninem przerwała relacja rozemocjonowanego biegacza twierdzącego, że napotkał dwa wilki. Oho, zaczynamy więc polowanie – wzrokiem. Tropów nie brakuje, zwłaszcza że przed kilkoma minutami widziało się galopującą sarnę. Są także inne, których zestawienie ze wzorcem i tak nie pomaga. Może lis, może kuna, na wilka to nie wygląda.

Z uwagi na ogrodzone pole tradycyjnie musimy obejść kawałek wkraczając do Obór gdzie antropopresja trwa w najlepsze. Domów w cenie mieszkania przybywa w zastraszającym tempie. Cicha łąka z pierwszej edycji rajdu niebawem będzie przypominać toruńskie Wrzosy w gęstości zabudowy. A tak na poważnie to jakim cudem mieszkańcy nie widzą, że ich wyśnione sadyby położone są na torfowiskach. Nie na darmo na wigówce napisano „Kopanińskie Bagno” i oznaczono jako teren podmokły. Na zdjęciach widać dowód. Zdaje się, że teren przygotowywany jest do kolejnej inwestycji deweloperskiej. Brnęliśmy przez czarny miękisz, by trzymać się jak najbliżej granicy, ostatecznie obchodząc niepewny zagajnik. Jedynie przewodnik nie dał za wygraną meldując się pierwszy na cmentarzu ewangelickim w Oborach. Gdy nadkładaliśmy drogi zza krzaków wybiegł największy z mieszkańców lasu. Sekunda i łosia nie ma. Mierzyliśmy się potem wzrokiem z bardzo bezpiecznej odległości, ale zarówno my jak i łoś za bardzo nie mieliśmy czasu dla siebie. Może innym razem będzie nam dane kilka sekund więcej, by to spotkanie uwiecznić.

Cmentarz, popas przy dębie przemytników, gniazdo orła to kolejne stałe punkty granicznego rajdu. Do tropów doszedł nam odcisk końskich kopyt, nie do pomylenia z innymi śladami. Orła, podobnie jak rok temu, brak. Tuż przed Nowym Światem sporych rozmiarów dół, a wewnątrz coś przykryte olbrzymim worem. Zawartość układa się na kształt… to tylko worki ze śmieciami, lecz kto zadał sobie tyle trudu by je przywlec. Nowy Świat to kolejna dzikowska kolonia, która cywilizuje się w niespotykanym tempie. Rok temu kilka domków, a teraz mają już nawet nazwane ulice. Wilcza – ot tyle mieliśmy dziś wspólnego z wilkami. Szczęście, że trakt graniczny jeszcze nie zagrodzony i można nadal chaszczami kontynuować wędrówkę. Nigdy nie lubiłem tego odcinka, ale co zrobić – tak nam historia zarosła. Przy okazji odnotowujemy opuszczone koczowisko znane z ubiegłorocznego rajdu. Dalej mostek na Młynkówce i… pamiętacie betonową galanterię za mostkiem? Już ma towarzystwo z obu stron. Jak trafnie ujął to jeden z uczestników rajdu, postawisz dom, za lat parę ulica wyrasta.

Dalsza wycieczka upływa już pod znakiem odpowiedniego wycelowania kierunku marszu, by wyjść z lasu dokładnie  naprzeciwko tabliczki. W tym roku odbył się uroczysty rytuał odnowienia treści zakończony obowiązkowym gruppenfoto. I w tym miejscu uczestnicy podzielili się na dwa odłamy. Połowa udała się do domów, a połowa nad Wisłę, by zakończyć rajd przy reperze. Trzecia fala antropopresji zaskoczyła nas w Chrapach. Do niedawna wejście na pole gdzie stoi wywyższenie kryjące rosyjski reper było swobodne, a tu znienacka płot postawili. Ogrodzenie stoi co prawda wzdłuż i nie blokuje dojścia nad Wisłę, lecz wytyczona działka budowlana niepokojąco dochodzi do górki. Ciekawe, czy właściciel również ją wykupił, bo płot nie jest dokończony.

Czasu zabrakło na nadwiślański popas na łąkach, a trawa świeża – jak to wiosną – barwy soczystej, upstrzona mniszkiem i dmuchawcami. Za rok 13 maja 2018 kolejna okazja do rajdu, już ósmego. Tylko, czy przy takim tempie osadnictwa uda się przejść go bez modyfikowania kolejnych odcinków? Pomysłodawca rajdu Pan Jan Młynarczyk na pewno wolałby pozostać przy kanonicznej formie pieszej, ale może warto byłoby wprowadzić także trasę dostosowaną do przejazdu na rowerze?

PS. Dziękuję Państwu z Kopanina za podwózkę prawie pod sam dom 🙂

[Fot. 1] Za czasów zaborów tych torów i mostu kolejowego na Drwęcy jeszcze nie było | Lubicz Dolny (gm. Lubicz, pow. toruński), 2017

[Fot. 2] Drwęca i 2 młyny – symbol historii Lubicza | Lubicz Górny (gm. Lubicz, pow. toruński), 2017

[Fot. 3] Zielona Puszcza – dawna nazwa podlubickiego rumunku odrodziła się w nazwie zakładu pakowania jaj | Lubicz Górny (gm. Lubicz, pow. toruński), 2017

[Fot. 4] W oczekiwaniu na start rajdu szukałem poezji na pobliskim cmentarzu rzymskokatolickim. Rzadko kiedy wśród współczesnych inskrypcji odnajdziemy łacinę. Feci, quod potui, faciant meliora potentes (pol. Zrobiłem, co mogłem, kto potrafi, niech zrobi lepiej) | Lubicz Górny (gm. Lubicz, pow. toruński), 2017

[Fot. 5] Na pierwszym kilometrze. Z lewej gmina Lubicz, z prawej gmina Obrowo | 2017

[Fot. 6] Jeden ze słupków granicznych z początkowego odcinku rajdu. Wyorany i przepołowiony | 2017

[Fot. 7] Trakt w kierunku Lubicza Górnego idący wzdłuż rowu granicznego (po lewej) | 2017

[Fot. 8] Gdzieniegdzie rów graniczny został częściowo zasypany bądź wrzucono do niego gałęzie | 2017

[Fot. 9] Sarni trop | 2017

[Fot. 10] Tropy nierozpoznane | 2017

[Fot. 11] No przecież gdzieś tu musi być | 2017

[Fot. 12] Tu były dziki | 2017

[Fot. 13] W czasie poprzedniego roku domów jeszcze nie było | Obory (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 14] Czy mieszkańcy zdają sobie sprawę, że prócz kładki mają jeszcze dziewiętnastowieczny mostek na Jordanie | Obory (gm. Obrowo, pow. toruński)

[Fot. 15] Żwirowa ścieżka stała się asfaltowa | Obory (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 16] Staw hodowlany w pobliżu osiedla | Obory (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 17] Trasa wiodąca jak najbliżej dawnej granicy wymagała przejścia przez torfowiska | Obory (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 18] Majowo, sielsko, niedzielnie | Obory (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 19] Dobrze widoczny kopczyk zawierający słupek graniczny na tle niekwitnących jeszcze konwalii | 2017

[Fot. 20] Ślady końskich kopyt | Las Grabowiecki, 2017

[Fot. 21] Puste od 2 lat gniazdo Orła Bielika | 2017

[Fot. 22] Rów graniczny ciągnie się przez środek lasu | 2017

[Fot. 23] Zwłok nie było tylko worki ze śmieciami | 2017

[Fot. 24] Ulica Wilcza. Tyle mieliśmy do czynienia z wilkami | Silno (Nowy Świat) (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 25] Granica biegnie kilka metrów na lewo od ogrodzenia | Silno (Nowy Świat) (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 26] Rytuał odnowienia treści tabliczki | Dzikowo (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 27] Tradycyjna fotka przy tabliczce | Dzikowo (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 28] Wzniesienie, na którym znajduje się rosyjski reper. Czy jest już terenem prywatnym? – odpowiedź poznamy, gdy ogrodzenie będzie gotowe | Dzikowo (Chrapy)(gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 29] 717 km biegu Wisły – krajobraz, który najbardziej mnie cieszy | Dzikowo (Chrapy)(gm. Obrowo, pow. toruński), 2017

[Fot. 30] Jan Młynarczyk, pomysłodawca rajdu granicznego przy „świeżej” tabliczce | Dzikowo (gm. Obrowo, pow. toruński), 2017


Fotorelacje z poprzednich wersji rajdu:

2016 – 8 maja – rajd VI (24 osoby) – TUTAJ
2015 – 1o maja – rajd V (14 osób) – nie byłem
2014 – 11 maja – rajd IV (15 osób) – TUTAJ
2013 – 12 maja – rajd III (7 osób) – TUTAJ
2012 – 13 maja – rajd II (18 osób) – TUTAJ
2011 – 8 maja – rajd I (16 osób) – byłem, nie pstrykałem

VII Rajd Graniczny

Mamy maj, niech więc tradycji stanie się zadość po raz siódmy. Zgodnie z przyjętą zasadą w druga niedzielę tego miesiąca – 14 maja 2017, punktualnie o 9:00 i jak zwykle startując spod bramy cmentarza rzymskokatolickiego w Lubiczu Górnym, rusza pieszy rajd graniczny. I co najistotniejsze bez względu na pogodę.

Trasa rajdu, czyli przebieg granicy na odcinku Lubicz Górny – Chrapy do pobrania w postaci mapki i śladu GPS na stronie organizatora, Pana Jana Młynarczyka: 87-100.pl

 

Lipy kres?

W majówkę odwiedziłem Dębiniec, nieistniejącą wieś leżącą w południowo-zachodniej części leśnej otuliny poligonu. Pod koniec stycznia szybko zrobiliśmy rekonesans – TUTAJ i następnego dnia odbyła się wycieczka szlakiem poligonowych widm – TUTAJ. Wylegiwać się w cieniu lipy zimą nie da rady toteż relaks w niezmąconej cywilizacją głuszy leśnej musiał zostać odłożony na bardziej zieloną porę roku. Wiosenny wypad zmąciła kropa widniejąca na lipie, w kolorze, który roboczo nazywam fluorescencyjnym różem. Widywałem w lasach komunalnych Torunia takie kropki w ostatnim czasie nader często, by nie wiedzieć co oznaczają. Drzewo mające 513 cm obwodu stanowi, jak mniemam według Nadleśnictwa Gniewkowo, śmiertelne zagrożenie dla ludzi i całego ekosystemu dlatego trzeba je ściąć choć najbliższe zabudowania są 1,5 km dalej. Nawet jeśli uschłe – czego do końca nie wiem – to w gruncie rzeczy nikomu nie wadzi. Zamiast kropy powinno nosić odznakę pomnika przyrody. Lipa i inne stare drzewa (dęby, świerk, sosna), które znajdziemy w miejscu nieistniejących gospodarstw są reliktami dawnego osadnictwa. Choć w gruncie rzeczy nie takiego aż dawnego, bo Dębiniec powstał dopiero w 1830 roku.
Chciałbym się mylić, że kropa to tylko oznakowanie w celu ścięcia jemioły, ale wszystko mówi mi, że nadchodzi lipy kres.

[Fot. 1] Lipa | Dębiniec (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński), 2017

[Fot. 2] Różowy wyrok na lipę? | Dębiniec (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński), 2017

[Fot. 3] Wiadomość o powstaniu wsi Dębiniec (ówcześnie Dembiniec)
źródło: Amtsblatt der Königlichen Preußischen Regierung zu Bromberg, 1831, nr 1, s. 3.

[Fot. 3] Jeszcze stoi | Dębiniec (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński), 2017