Kamień idzie spać (?)

Przechwytywanie

 

Lepsze wrogiem dobrego. Wygląda na to, że zastąpienie usługi Picasaweb przez Zdjęcia Google, przy równoczesnym usunięciu możliwości ustawienia zdjęcia lub całego albumu jako publiczny, uniemożliwia mi dalsze prowadzenie bloga. Zdecydowana większość zdjęć, które tu prezentowałem była pierwotnie umieszczona w Picasaweb, a tu wstawiana wyłącznie za pośrednictwem linku do konkretnego zdjęcia. Po zmianie, albumy z dawnej Picasaweb nie są już widoczne w aplikacjach, którym zostały pierwotnie udostępnione. Zamiast zdjęć widzimy „szary zakaz wjazdu”. Najgorsze, że dotyczy to również bazy danych o cmentarzach Lapidaria.
W tej sytuacji nie widzę możliwości dalszego kontynuowania Kamienia na kamieniu. Zdaje się, że z czasem możliwość wyświetlania zdjęć w starszych wpisach zaniknie. Teraz widoczne tylko te, które zostały przesłane na serwer WordPress lub we wpisach starszych niż luty 2019.
Komukolwiek, kto wie co kliknąć w Google Photos, by tak się nie działo składam już teraz wyrazy tysiąckrotnego podziękowania za poradę. Czytać niby umiem, ale sam nie znajduję rozwiązania.
Najgorsze, że problem tyczy mojego opus magnum czyli bazy o zapomnianych cmentarzach kujawsko-pomorskiego http://lapidaria.wikidot.com. Nie wykluczam, że strona budowana przez 10 lat po prostu stanie się nieprzydatna, gdyż zamiast wszystkich zdjęć pojawią się „szare znaki wjazdu”.
Już miałem się brać do nadrabiania zaległości, lecz w tej sytuacji nie widzę sensu – do ewentualnego przywrócenia funkcjonalności blogu.

PS. Wiem, że WordPress wprowadził możliwość dodawania zdjęć z „Google Photos Library”. Nie pokazuje jednak konkretnych albumów tylko wszystko segregowane względem daty. Mimo to, nie wyobrażam sobie ręcznego linkowania od nowa zdjęć we wszystkich wpisach. Poza tym takie dodawanie zawężone jest tylko dla jednego konta Google, a ja używam trzech.

Szlakiem poligonowych widm 2019 (5)

Za sprawą wczorajszej wyprawy na poligon przypomniałem sobie, że mam jeszcze do pokazania zaległy wypad z października. Było ciepłe niedzielne wyborcze popołudnie. Ludzie zajęci sobą lub głosowaniem. Żadna żywa dusza nie będzie mi przeszkadzać. Oj, jakże się myliłem. Do korków na Drodze Warszawskiej sporo brakowało, lecz nie skłamię, gdy zapiszę, że auto mijało mnie średnio co minutę. Nałóg grzybobrania mamy w narodzie silny. A że grzybiarz coraz bardziej wygodny i z koszykiem pół dnia wędrować nie chce, jedynie zbierać w promieniu stu metrów od auta przy akompaniamencie skocznej muzyki, to momentami można było się poczuć niczym na jarmarku. O tym jakim szkodnikiem potrafi być grzybiarz w amoku, przekonał się mój znajomy. Amatorzy prawdziwków, aby tylko wyzbierać owoce runa leśnego, nie cofnęli się przed zniszczeniem ogrodzenia i wejścia na teren prywatny. Cóż się dziwić wobec tego, że żadne tam tabliczki z zakazem wjazdu i wstępem wzbronionym nie robią wrażenia. No dobra, sam odwiedzam poligon, z tym że na nogach lub rowerze, tylko w dni wolne od ćwiczeń i polowań. I nie stosuję specyficznej wymiany barterowej „zabierz grzyby – zostaw śmieci”. Niestety w odległości do 2 km w głąb poligonu (od strony miasta) zaroiło się od rozmaitych puszek, butelek, chusteczek, papierków itd. Wcale nie mam na myśli najbliższej okolicy głównych traktów, a miejsca, do których z uwagi na ukształtowanie terenu można dostać się jedynie na piechotę.

Ponarzekałem, to teraz może coś o trasie. Celem było namierzenie 4 górek i sprawdzenie ich atrakcyjności pod względem walorów widokowych. Góra Graniczna, Góra Kątowa, Góra Artyleryjska i Góra Wiesława. Rzut okiem na zdjęcie satelitarne podpowiada, że część z nich będzie po prostu zalesionymi pagórkami, ale skoro już są na mapach to czemu ich nie zaliczyć.

Góra Graniczna (79,3 m. npm. (Grenzhügel, 78,7 m. npm)) jest przykładem owego zalesionego pagórka. Na szczycie ślady po okopie. Dookoła mech i sosny. Słupek od szczytu namierzony. Zastanawiam się, czy nazwę swoją zawdzięcza temu, że znajdowała się w północno-wschodnim skraju poligonu (tuż przy trakcie do Torunia), czy może nawiązuje do faktu istnienia granicy prusko-rosyjskiej, odległej niegdyś o kilkanaście kilometrów.

[Fot. 1] Na szczycie Góry Granicznej. Widok w kierunku północnym

[Fot. 2] Słupek na szczycie Góry Granicznej

Przedzierając się na zachód w kierunku Góry Kątowej (67,5 m. npm. (Eck Berge, 71 m. npm)), trasa krzyżuje się z prostopadle idącą i w miarę szeroką ścieżką leśną. Dopiero teraz, po zerknięciu na starą mapę, widzę, że to Droga Wschodnia. Równoległa do Drogi Warszawskiej i prowadząca bezpośrednio ku Górze Czarnieckiego. Słupka od Góry Kątowej szukałem zapamiętale. Wskazania punktu szczytu na mapie Messtischblatt i w Geoportalu różnią się. Ani tu ani tam słupka nie zauważyłem, choć mojej uwadze nie umknął kapelusz wojskowy i opakowanie po indywidualnej racji żywnościowej. Odpuściłem, ale coś mi mówi, że musi tam gdzieś być. Tu także napotykam okopy. Jak twierdzi Wikipedia, pod tą górą doszło do pierwszych ćwiczeń artyleryjskich w historii poligonu, w 1625 roku.

[Fot. 3] Góra Kątowa, prawdopodobnie na szczycie, widok w kierunku południowo-zachodnim.

[Fot. 4] Znaleziony kapelusz zawiesiłem na sośnie

Od Góry Artyleryjskiej (80, 3 m. npm (Schießstands Berge, 82,1 m. npm)) dzielił mnie niecały kilometr. Piach był ubity więc dość szybko dotarłem do podnóża i już wiedziałem, że czeka mnie wspinaczka z rowerem pod nieciekawie stromym kątem. Niedogodność zamierzałem sobie powetować widokami, ale nic z tego. Jedynie co mogłem, to obserwować grzybiarskie manewry rodziny SUVem silnej oraz grzybobranie dwóch innych osób, początkowo widzących we mnie potencjalnego konkurenta w walce o trofea. Srogie spojrzenia doszukujące się wypchanych borowikami koszyków, po przekonaniu się, że nic takiego nie mam, odeszły w sobie znanym kierunku. Nie zdziwiłbym się, gdybym musiał stanąć do walki w przypadku posiadania grzybów. Nawet gdzieś mi się o uszy obiła wieść o grasującej w świętokrzyskich kniejach „rumuńskiej mafii grzybiarzy”. Tymczasem w oddali pomiędzy gałązkami sosen majaczył komin elektrociepłowni. Mając jedynie komórczaka nie było sensu go uwieczniać. Po odsapnięciu zmierzam na miejsce wskazane przez Geoportal i napotykam wyjęty słupek. Nie wiem, może 5 metrów od niego wbity został nowy słupek. Czyżby Góra Artyleryjska zmieniła położenie szczytu? Ten wyjęty leżał bliżej wskazania szczytu niż ten nowy. W okresie międzywojennym nad Górą Artyleryjską krzyżowały się kierunki ostrzału artyleryjskiego. Mapa z zasobów Centralnego Archiwum Wojskowego pokazuje, że góra była też celem ostrzału piechoty. Przy okazji, Adam dzięki za mapę!

[Fot. 5] Złota jesień na poligonie

[Fot. 6] Prawdopodobnie słupek wskazujący niegdyś szczyt Góry Artyleryjskiej

[Fot. 7] Nowy słupek szczytu Góry Artyleryjskiej

Trochę lasu, trochę „pustyni” i zameldowałem się na Górze Wiesława. „Wiesław, Wiesław…” W głowie słyszę echa gromkich okrzyków, mi znanych jedynie z filmów Polskiej Kroniki Filmowej. Zaraz, zaraz, czy aby o tego Wiesława tu chodzi? Nie masz Polsko innego „słynnego” o tym imieniu. Wybiegając w przód poligonowej opowieści mamy jeszcze takie kwiatki jak Góra Lenina i Góra Żymierskiego. Widać dekomunizacja na poligon jeszcze nie dotarła. A wystarczyło przywrócić nazwę przedwojenną – Góra Tarnowskiego (70, 7 m. npm). I znów kłopot, którego Tarnowskiego autor miał na myśli? Bo zasłużonych Tarnowskich u nas mnogo. Wojskowo zasłużonych, co najmniej dwóch. Jan Amor Tarnowski (1488-1561), hetman wielki koronny i teoretyk wojskowości oraz Leon Tarnowski (1775-1830), pułkownik i generalny audytor armii Królestwa Polskiego. Pobieżnie zapoznając się z życiorysami stawiam na Jana Amora, który ponoć zmienił organizację wojska ze średniowiecznej na nowożytną, powołał m. in. sztab generalny armii i artylerię konną. Za czasów pruskich była to Leutnants Berge (góra podporucznika) o szczycie północnym, dziś Góra Wiesława i południowym, który stał się współcześnie Górą Rosyjską Przednią. Swoją drogą to Góra Rosyjska Przednia istniała i za czasów pruskich, ale ktoś tu nieźle namieszał. Wejdę na Rosyjską to sprawdzę co i jak. No więc włażę na Wiesława i mam przeczucie, że tutaj słupka nie uświadczę. Mimo to drepczę i po aptekarsku odmierzam odległość do zaznaczonego szczytu i co widzę? Patyk. Dokładnie w tym miejscu ktoś wbił patyk. Przypadek? Nie wiem. Byłem tam pierwszy raz. Tu i ówdzie kółka, ósemki i inne serpentyny, dokonane najpewniej przez quady.

[Fot. 8] Patyk wskazuje domniemany szczyt Góry Wiesława

[Fot. 9] Widok z Góry Wiesława na wschód

[Fot. 10] Widok z Góry Wiesława na północ.

O! lender 2019

Łabędzi śpiew z poprzedniego posta już albo chwilowo nieaktualny. Problem przejściowo rozwiązuje Dropbox. Tu nadal dla każdego zdjęcia można utworzyć link, który zmodyfikowany o jeden parametr poprawnie wyświetla się w WordPressie i Wikidot. Czy to rozwiązanie trwale rozwiąże kłopot, zobaczymy. Mam przeczucie, że to tylko tymczasowy środek. Ostatecznie zostanę więc zmuszony do wykupienia większego miejsca na pliki w WordPress i Wikidot, a następnie przegrania tam wszystkich zdjęć. To i tak nic w porównaniu z ich ponownym ręcznym wstawianiem. Wczoraj ponownie wstawiałem zdjęcia z ostatniego wpisu na temat poligonu (nie dokończyłem). Okazało się , że dodawanie zdjęć z Google Photos Library to nic innego jak tworzenie kopii pliku z Google Photos i umieszczenie jej w storage’u Worpdressa. Ten sam efekt otrzymam, gdy bezpośrednio umieszczę je w WordPressie. Dobra koniec ględzenia. Jeśli poniższe zdjęcia znikną to znak, że także Dropbox ma ludzi w dupie, a jedynym remedium jest skorzystanie z płatnej opcji.

Nadrabianie zaległości zaczynamy od O!lendra 2019. Jedyna w Polsce gra terenowa na motywach życia osadników olęderskich odbyła się 29 października w Nowym Ciechocinku. Ta mała wieś położona w obszaru chronionego krajobrazu Niziny Ciechocińskiej mocno zmieniła swój charakter w ostatnich latach. Z terenu rolniczego nieuchronnie zmieniła się w klasyczne suburbie. Mimo to nadal zachowuje swój olęderski rodowód widoczny w krajobrazie.

Szyli lniany worek, rozpalali żelazka na węgiel, ubijali masło w kierzance, wyciskali sok prasą, szukali nagrobków, mierzyli się z plattdeutsch, poznawali germanizmy, malowali kafle na kobaltowo i oczywiście doili krowę. W szczególności ta ostatnia z wymienionych konkurencji wprawiła w ekscytację zarówno uczestników, jak i kibiców. Tak, krowa była sztuczna, ale jak najbardziej dojna. Przez kilka godzin 20 osób w 5 drużynach wczuwało się w codzienność olędrów. A przyglądali się temu bacznie menonici z Teatru Janek Wędrowniczek, którego członkowie uświetnili końcową część zabawy.
Wyniki – wygrali czarni, potem kolejno szarzy, zieloni, czerwoni i niebiescy. Miejsce nie było ważne, bo każdy otrzymał nagrodę. Po grze, w lokalnej świetlicy, odbyła się uczta dla graczy i gości, z wieloma olęderskimi kulinarnymi akcentami.

Dziękujemy graczom i mieszkańcom Nowego Ciechocinka za wspólną zabawę, a teatrowi Janek Wędrowniczek za menonicką atmosferę. Szczególne wyrazy uznania dla Amalii, Euphrosiny, Kathariny, Marthy i Fryderyka Wilhelma za zaangażowanie w rolę w najdrobniejszych szczegółach. Dzięki Wam na jeden dzień dawny olęderski świat ponownie zagościł nad Wisłą.
Dofinansowano w ramach programu Narodowego Instytutu Dziedzictwa – Wspólnie dla dziedzictwa. Projekt dofinansowany z programu „Decydujesz Pomagamy”.
O grze pisała lokalna Gazeta Aleksandrowska – TUTAJ, na moment było Radio PiK.

[Fot. 1] Menonici z Teatru Janek Wędrowniczek i militarni olędrzy ze Skępego

[Fot. 2] Co to je ten Łolender, czyli wstęp, podział na drużyny, rozdanie koszulek

[Fot. 3] Nauka dojenia od najmłodszych lat

[Fot. 4] To był jeden z najlepszych wyników

[Fot. 5] Dopasowanie germanizmów do obrazków nie było wcale takie proste

[Fot. 6] Gdzie leży Melania Tober?

[Fot. 7] Wyciskanie soku ze śliwek za pomocą dawnej prasy

[Fot. 8] Jak rozpalić żelazko mając do dyspozycji tylko 3 zapałki?

[Fot. 9] Kobaltowe dzieło jednej z drużyn

[Fot. 10] Ubijanie masła nie jest takie łatwe jak się wydaje

[Fot. 11] Bez menonitek gry by nie było.

[Fot. 12] Bohaterka mlecznych zmagań

Więcej zdjęć na FB – TUTAJ.

O! lender

Już 29 września 2019 (niedziela) w Nowym Ciechocinku niesamowite wydarzenie. Pierwsza w województwie, a najpewniej w całej Polsce gra terenowa na motywach życia osadników olęderskich O! lender.

Mamy jeszcze wolne miejsca dla wszystkich chętnych uczestników. Obowiązują wcześniejsze zapisy:
1) przez profil FB Lapidariów
2) tel. 791-610-825
3) ewangelicka.atlantyda@wp.pl

Start w samo południe. Zbiórka – dokładnie w tym punkcie: http://bit.ly/2k5mAeO

Zadanie dofinansowane w ramach programu Narodowy Instytut Dziedzictwa – Wspólnie dla Dziedzictwa 2019 oraz z programu „Decydujesz, pomagamy” Fundacji Tesco.

 

Objaśnienie związane z dojazdem:

  1. dla jadących od strony Torunia: ok. 450 metrów przed skrzyżowaniem DK 91 (na Łódź) z DW 266 (na Ciechocinek lub Aleksandrów Kujawski), po prawej stronie zauważymy tunel przechodzący pod autostradą A1. Na wysokości tunelu skręcamy w lewo, w leśną drogę i po ok. 200 metrach jesteście na miejscu;
  2. dla jadących od strony Włocławka: na skrzyżowaniu DK 91 (na Toruń) z DW 266 (na Ciechocinek lub Aleksandrów Kujawski) jedziemy prosto (na Toruń) i po ok. 450 metrach po lewej stronie zauważymy tunel pod Autostradą A1. Na wysokości tunelu skręcamy w prawo, w leśną drogę i po ok. 200 metrach jesteście na miejscu;
  3. dla jadących od strony Ciechocinka: ok. 220 metrów przed skrzyżowaniem z DK 91 (na Toruń lub Łódź) skręcamy, tuż za przystankiem PKS, w prawo do centrum wsi Nowy Ciechocinek. Za przejazdem kolejowym prosto ok. 450 metrów i jesteście na miejscu;
  4. dla jadących od strony Aleksandrowa Kujawskiego: na skrzyżowaniu z DK 91 jedziemy prosto w kierunku Ciechocinka i po ok. 220 metrach skręcamy w lewo do centrum wsi Nowy Ciechocinek. Za przejazdem kolejowym prosto ok. 450 metrów i jesteście na miejscu; ewentualnie można jechać przez Odolion przez ulicę Okrężną, dalej Relaksową. Przejeżdżamy przez tunel pod autostradą A1 i na skrzyżowaniu z DK91 prosto w las. Po ok. 200 metrach jesteście na miejscu.

Prace na cmentarzu ewangelickim w Nowym Ciechocinku (VII, VIII, IX, X)

Koniec wakacji to koniec cmentarnej laby. W skrócie: pod koniec maja dokończyliśmy ręczny etap wykopków, a pod koniec lipca ruszyła minikoparka. Ruszyła i nieoczekiwanie zakończyła działalność bez słowa wyjaśnienia. Wtedy jest jak pewnej sierpniowej soboty, gdy kilka osób zamiast realizacji urlopowych bądź weekendowych planów czeka na koparkę jak na Godota. Za szybko pochwaliliśmy pewnego operatora na profilu FB, ale to już historia. Zlecenie przejął Pan Jacek z firmy Andreas z Turzynka koło Raciążka. Duża koparka spisuje się wyśmienicie, tzn. ostro czyści teren z korzeni lilaka, akacji i czego tam jeszcze natura sobie nie poskąpiła. Północna część cmentarza została już uprzątnięta. Oczywiście tu było łatwiej, ale tam gdzie nagrobków multum będzie po staremu, czyli minikoparka. Będzie też co składać, wyrównywać i kleić, ale to już zadanie na przyszły rok. W tym nagrobkami będziemy zajmować się minimalnie. A już niebawem wielka gra i wielkie warsztaty. Za chwilę wszystko będzie jasne.
Działania dofinansowane ze środków Narodowego Instytutu Dziedzictwa w programie Wspólnie dla Dziedzictwa 2019.

[Fot. 1]

[Fot. 2] Pod koniec wykopywaliśmy fragmenty nagrobków z krawędzi drogi, a właściwie z drogi

[Fot. 3]

[Fot. 4]

[Fot. 5] Dotychczasowy urobek

[Fot. 6]

Szlakiem poligonowych widm 2019 (04)

Ostatnio wybrałem się w zachodnie i południowe „góry” poligonu. Ciekawiły mnie widoki chociaż już po zdjęciach satelitarnych widać było, że z niektórych zalesionych wydm wiele się nie zobaczy. Nazwy i wysokość w metrach nad poziomem morza (m npm) podaję kolejno za wskazaniem w warstwie rastrowej Geoportalu (G), mapą WIG z lat 30. XX w. ( W) i niemieckim Messtischblattem sprzed 1914 roku (M).

Pierwszą była Góra Potrójna (85,5 G, 86,3 W) (Die drei Hügel, 86,3 M). Według Geoportalu znajduje się on u zejścia się wschodniej i południowej granicy młodego lasku, a w rzeczywistości tuż obok widzimy kopiec [Fot. 1]. Spodziewałem się na szczycie znaleźć mniejszy kopczyk z wbitym słupkiem geodezyjnym, a zastałem dwa patyki ustawione tak, by tworzyły krzyż w najwyraźniej rozkopanym niegdyś podłożu [Fot. 2]. Mniemam, że punkt topograficzny szczytu góry, który wskazuje Geoportal znajduje się właśnie na kopcu. Zakładając, że „poligon właściwy” zaczyna się za pasem przeciwpożarowym możemy powiedzieć, że Góra Potrójna położona jest na obszarze leśnej otuliny poligonu. Z uwagi na zalesienie żadnego ciekawego widoku nie uświadczymy.

Dopiero teraz widzę na mapach, że niecałe 500 metrów za Górą Potrójną w kierunku Góry Sygnałowej nieco na wschód od ścieżki stała niegdyś wieża obserwacyjna. Po drodze natknąłem się jedynie na ceglane słupki, które wyglądały na jakąś dawną bramę [Fot. 3]. Raczej nikt nie zadawał sobie trudu by wywozić do lasu ciężkie słupki. Nie wiem, czy napotkane obiekty można jakoś powiązać z wieżą, czy może to pozostałości po budowlach służących do ćwiczeń, jak słynny biały zamek, szkoła i inne ruiny. Przedwojenna leśna wieża obserwacyjna nieodparcie kojarzy mi się z konstrukcją drewnianą.

Wzniesienie zwane Górą Sygnałową (99,7 G 99,7 W) (Signalhöhe 99,7 M) dość dobrze wyróżnia się w terenie pomimo zalesienia [Fot. 4]. Myliłby się ten, kto uważa, że jej szczyt jest tam gdzie piaszczyste urwisko. Kilkadziesiąt metrów dalej na wschód znajdziemy kopczyk [Fot. 5]. Niestety nie pamiętam, czy posiadał słupek geodezyjny. Wydaje się, że gdyby nie drzewa to rozciągałaby się z niej interesująca panorama [Fot. 6].

Do następnego szczytu docieram po ponad 4 kilometrach. Po przekroczeniu pasa przeciwpożarowego krajobraz stepowieje, a nawet pustynnieje [Fot. 7]. Od tej pory większość drogi przebywam na nogach gdyż rowerem po wrzosowiskach i zapiaszczonych ścieżkach daleko się nie zajedzie. Cel: Góra Czarniawskiego (104,4 G), przed wojną zwana Górą Wiśniowieckiego (104,5 W), a w czasach pruskich Sängershöh (104,5 M). Najwyższa wydma poligonu. Wpierw zwana górą śpiewaków/śpiewaczą – o ile da się to w ten sposób przetłumaczyć, następnie nazwę swoją zawdzięcza księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu (inny nie przychodzi mi do głowy), a potem jej patronem zostaje Czarniawski. Szukam i szukam i wychodzi na to, że mowa o generale pułkowniku artylerii Armii Radzieckiej Bolesławie Czarniawskim. Swojsko brzmią personalia tego generała, ale z pobieżnej biografii wynika, że choć miał polskie korzenie to wolał być człowiekiem radzieckim. Przyznanego mu w 1945 roku polskiego obywatelstwa zrzekł się po 3 latach. Przynajmniej jeden, który zrezygnował z „pełnienia obowiązków Polaka”, choć powodem nie były rozterki moralne, a konflikt z innym patronem poligonowej góry marszałkiem Rolą-Żymierskim. Swoją drogą dekomunizacja na terenie poligonu przebiegła wyjątkowo wybiórczo, ale o tym w swoim czasie. Znajduję słupek geodezyjny [Fot. 8] oraz pozostałości po czymś co stanowiło wieżę triangulacyjną/maszt triangulacyjny [Fot. 9]? Dookoła same drzewa. Udając się kilkanaście metrów na północ zauważymy na horyzoncie majaczące blokowisko z górującym kominem. To oczywiście komin EC1 oraz wieżowce Rubinkowa i Skarpy. Mając kitowy obiektyw 28-70 mm obraz odległego o ok. 14 km osiedla wyszedł blado [Fot. 10].

Zmierzając ku Górze Sobieskiego przyglądam się kondycji wrzosowisk [Fot. 11]. Powoli zaczynają kwitnąć. Tu i ówdzie da się zauważyć pierwsze pąki. Na odmianach kompletnie się nie znam. Wrzos zwyczajny (Calluna vulgaris) o kwiatach bardziej różowych aniżeli fioletowych, przynajmniej w moich oczach [Fot. 12]. W albumie „Przyroda toruńskiego poligonu” sfotografowano także odmianę żółto-pomarańczową. Na taką jeszcze nie natrafiłem. Jeszcze kilka kroków i drzewa zostają w tyle, a rower grzęźnie w piachu. Jak dotąd to największy „pustynny” fragment, do którego dotarłem [Fot. 13]. Toponim Góra Sobieskiego powstał dopiero po 1945 roku. Na wcześniejszych mapach jest to nienazwany szczyt o wysokości 93 m (M, W). Na warstwie rastrowej Geoportalu nie zaznaczono tego punktu topograficznego, lecz po wpisaniu do tamtejszej wyszukiwarki nazwy góry lokalizuje ją w tym samym miejscu co przedwojenne mapy. Zerkam na południe, sam las [Fot. 14]. W dali na południowym wschodzie słabo zauważalne wiatraki. Skądś je znam? Już wiem, stoją w gminie Raciążek (Niestuszewo i okolice). Czyli widzialna dal liczy sobie spokojnie 20 km. Jeszcze łyk pruskiej historii mimowolnie wyskakującej z Messtischblattu. Przez szczyt Góry Sobieskiego przechodzi poligonowy południk – linia królowej Augusty. Chodzi o Augustę Marię Luizę Katarzynę von Sachsen-Weimar-Eisenach, królową Prus i cesarzową Niemiec, żonę Wilhelma I.

Zawracam na północ. Na szagę przez wrzosowy lasostep. O ile w czasie poprzednich wypadów napotykałem ludzi, tym razem – nie licząc stłumionego warkotu samolotów – nie spotkałem absolutnie nikogo. Czworonogiej fauny również. Zwierzaki najwyraźniej postanowiły przeczekać kanikułę w cieniu i nie marnowały swojej energii na kręcenie się w pełnym słońcu, jak nie przymierzając taki jeden z rowerem, który w dodatku zapomniał o nakryciu głowy. W końcu ścieżka zrobiła się zdatna do jazdy, ale po krótkim dystansie przyszło znów wdrapywać się na następny wierzchołek. Zachodnie pasmo czeka na zaliczenie [Fot. 15].

Na pierwszy ogień Góra Bema. Podobnie jak w przypadku Góry Sobieskiego toponim nie istniał przed wojną. Co więcej, nie zaznaczono w jej miejscu żadnego punktu topograficznego. Geoportal wskazuje szczyt na wysokości równo 88 m. Słupek istnieje, ale nie przypomina tych geodezyjnych [Fot. 16]. Gdyby kolejka poligonowa nadal istniała, to byłoby przynajmniej co z góry sfotografować, a tak ruszam dalej.

Droga łącząca szczyty pasma zachodniego przypomina odcinek trasy offroadowej [Fot. 17]. Pozostawione ślady opon świadczą o częstym użytkowaniu. To czy jeżdżą tam pojazdy wojskowe, czy quady pozostawiam do domysłu czytelników. Z pewnością pojazdy te z lubością zjeżdżają z i podjeżdżają pod wydmy. W pewnym momencie na środku ścieżki wyrasta brzoza [Fot. 18]. Tu za nią słupek. Sprawdzam na przygotowanej mapce Google, czy to już? Tego szczytu nie miała zaznaczona żadna z map. Na słupku dostrzegam ledwo widoczne „K” jak kabel telefoniczny. Zatem łączność była, ale widok też niczego sobie [Fot. 19]. Tym razem blokowisko oddalone jest o 11 km i w powiększeniu nabiera konkretniejszych kształtów. Widać jedno z przęseł mostu gen. Zawadzkiej. Wydaje mi się, że poprawnie identyfikuje niektóre wieżowce Rubinkowa II i Skarpy.

Za moment, za chwilę Góra Toruńska. Widok na panoramę Torunia będzie – tak mówili. Piachu co niemiara. Wydmy wyliniały tu do cna. W końcu dobrnąłem. Coś tu jednak się nie zgadza. Wskazanie szczytu w Geoportalu nie znajduje potwierdzenia w istnieniu słupka, który ma być gdzieś w lewym skraju piaszczystego traktu. Dobrze, że zerknąłem na Wikimapię. Słupek geodezyjny, owszem jest, ale około 60 metrów na zachód od szczytu pokazanego na rastrze Geoportalu [Fot. 20]. Obok walają się drewniane belki po trójkątnym maszcie, których punkt styku wisiał idealnie nad słupkiem. I rzeczywiście miasto Toruń jak na dłoni [Fot. 21]. Od Bydgoskiego Przedmieścia przez Osiedle Młodych, fragment Przedmieścia Chełmińskiego, Starówka z wyróżniającymi się czerwonymi kościołami, a w tle kościoła garnizonowego po prawej stronie wieżowce Mokrego. Po drugiej stronie, czyli patrząc w kierunku południowo-zachodnim dostrzeżemy wieżę obserwacyjną w Suchatówce.

Pozostaje do rozwiązania jedna zagwozdka. A mianowicie wszelka aktualna toponomastyka w Geoportalu bazuje na rozporządzeniach Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, powstałych w oparciu o ustalenia Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych. Toponim „Góra Toruńska” istnieje, lecz jest zarezerwowany dla innego wzniesienia Puszczy Bydgoskiej, położonego w lesie na terenie Dąblina (gm. Gniewkowo, pow. inowrocławski). Ma 109,36 m.n.p.m. Określenie „Góra Toruńska” dotyczące poligonu toruńskiego widnieje jedynie w Wikimapii i zostało utworzone przez jednego z użytkowników. Nie wiem jaką wysokość ma ten szczyt. Wskazanie Geoportalu, lecz dotyczące punktu położonego 60 metrów na wschód wynosi 99,8 m. Konkludując, nazwa jak najbardziej uzasadniona aczkolwiek nielegalna.

Upał na wrzosowiskach stanowczo dał mi popalić. Dosłownie, bo skóra z karku schodzi tęgo. Na „Górze Toruńskiej” skończyłem zwiedzanie i pognałem do domu.

poligon20190725mpw02

[Fot. 1] Kopiec na szczycie Góry Potrójnej

poligon20190725mpw03

[Fot. 2] Zamiast słupka geodezyjnego oznaczającego punkt szczytu mamy patyki

poligon20190725mpw06

[Fot. 3] Pozostałości bramy lub czegokolwiek innego

poligon20190725mpw08

[Fot. 4] Na drugim planie wzniesienie Góry Sygnałowej od północnego zachodu

Nowociechociński amalgamat

Od 15 lipca do 31 października tego roku wspólnie z mieszkańcami Nowego Ciechocinka i Parafią Ewangelicko-Augsburską w Toruniu realizujemy projekt „Nowociechociński Amalgamat”. Oprócz kontynuacji porządkowania cmentarza ewangelicko-augsburskiego w Nowym Ciechocinku (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski) odbędą się warsztaty kuchni olęderskiej, gra terenowa na motywach życia dawnych osadników oraz wywiady z nie tylko najstarszymi mieszkańcami wsi.
Zgłoszenia wolontariuszy przyjmujemy telefonicznie, przez FB i maila – szczegóły na plakacie poniżej.

UWAGA: pierwszeństwo w uczestnictwie we wszystkich działaniach mają mieszkańcy Nowego Ciechocinka i najbliższych wsi (Wołuszewo, Wygoda, Kuczek). Terminarz prac, warsztatów kulinarnych i gry nie jest jeszcze ustalony – będziemy o wszystkim informować na bieżąco (na FB i stronie Lapidariów).
Zadanie dofinansowane w ramach programu Narodowego Instytutu Dziedzictwa – Wspólnie dla Dziedzictwa.

O cmentarzu i dotychczasowych działaniach – LINK