Szlakiem poligonowych widm 2019 (04)

Ostatnio wybrałem się w zachodnie i południowe „góry” poligonu. Ciekawiły mnie widoki chociaż już po zdjęciach satelitarnych widać było, że z niektórych zalesionych wydm wiele się nie zobaczy. Nazwy i wysokość w metrach nad poziomem morza (m npm) podaję kolejno za wskazaniem w warstwie rastrowej Geoportalu (G), mapą WIG z lat 30. XX w. ( W) i niemieckim Messtischblattem sprzed 1914 roku (M).

Pierwszą była Góra Potrójna (85,5 G, 86,3 W) (Die drei Hügel, 86,3 M). Według Geoportalu znajduje się on u zejścia się wschodniej i południowej granicy młodego lasku, a w rzeczywistości tuż obok widzimy kopiec [Fot. 1]. Spodziewałem się na szczycie znaleźć mniejszy kopczyk z wbitym słupkiem geodezyjnym, a zastałem dwa patyki ustawione tak, by tworzyły krzyż w najwyraźniej rozkopanym niegdyś podłożu [Fot. 2]. Mniemam, że punkt topograficzny szczytu góry, który wskazuje Geoportal znajduje się właśnie na kopcu. Zakładając, że „poligon właściwy” zaczyna się za pasem przeciwpożarowym możemy powiedzieć, że Góra Potrójna położona jest na obszarze leśnej otuliny poligonu. Z uwagi na zalesienie żadnego ciekawego widoku nie uświadczymy.

Dopiero teraz widzę na mapach, że niecałe 500 metrów za Górą Potrójną w kierunku Góry Sygnałowej nieco na wschód od ścieżki stała niegdyś wieża obserwacyjna. Po drodze natknąłem się jedynie na ceglane słupki, które wyglądały na jakąś dawną bramę [Fot. 3]. Raczej nikt nie zadawał sobie trudu by wywozić do lasu ciężkie słupki. Nie wiem, czy napotkane obiekty można jakoś powiązać z wieżą, czy może to pozostałości po budowlach służących do ćwiczeń, jak słynny biały zamek, szkoła i inne ruiny. Przedwojenna leśna wieża obserwacyjna nieodparcie kojarzy mi się z konstrukcją drewnianą.

Wzniesienie zwane Górą Sygnałową (99,7 G 99,7 W) (Signalhöhe 99,7 M) dość dobrze wyróżnia się w terenie pomimo zalesienia [Fot. 4]. Myliłby się ten, kto uważa, że jej szczyt jest tam gdzie piaszczyste urwisko. Kilkadziesiąt metrów dalej na wschód znajdziemy kopczyk [Fot. 5]. Niestety nie pamiętam, czy posiadał słupek geodezyjny. Wydaje się, że gdyby nie drzewa to rozciągałaby się z niej interesująca panorama [Fot. 6].

Do następnego szczytu docieram po ponad 4 kilometrach. Po przekroczeniu pasa przeciwpożarowego krajobraz stepowieje, a nawet pustynnieje [Fot. 7]. Od tej pory większość drogi przebywam na nogach gdyż rowerem po wrzosowiskach i zapiaszczonych ścieżkach daleko się nie zajedzie. Cel: Góra Czarniawskiego (104,4 G), przed wojną zwana Górą Wiśniowieckiego (104,5 W), a w czasach pruskich Sängershöh (104,5 M). Najwyższa wydma poligonu. Wpierw zwana górą śpiewaków/śpiewaczą – o ile da się to w ten sposób przetłumaczyć, następnie nazwę swoją zawdzięcza księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu (inny nie przychodzi mi do głowy), a potem jej patronem zostaje Czarniawski. Szukam i szukam i wychodzi na to, że mowa o generale pułkowniku artylerii Armii Radzieckiej Bolesławie Czarniawskim. Swojsko brzmią personalia tego generała, ale z pobieżnej biografii wynika, że choć miał polskie korzenie to wolał być człowiekiem radzieckim. Przyznanego mu w 1945 roku polskiego obywatelstwa zrzekł się po 3 latach. Przynajmniej jeden, który zrezygnował z „pełnienia obowiązków Polaka”, choć powodem nie były rozterki moralne, a konflikt z innym patronem poligonowej góry marszałkiem Rolą-Żymierskim. Swoją drogą dekomunizacja na terenie poligonu przebiegła wyjątkowo wybiórczo, ale o tym w swoim czasie. Znajduję słupek geodezyjny [Fot. 8] oraz pozostałości po czymś co stanowiło wieżę triangulacyjną/maszt triangulacyjny [Fot. 9]? Dookoła same drzewa. Udając się kilkanaście metrów na północ zauważymy na horyzoncie majaczące blokowisko z górującym kominem. To oczywiście komin EC1 oraz wieżowce Rubinkowa i Skarpy. Mając kitowy obiektyw 28-70 mm obraz odległego o ok. 14 km osiedla wyszedł blado [Fot. 10].

Zmierzając ku Górze Sobieskiego przyglądam się kondycji wrzosowisk [Fot. 11]. Powoli zaczynają kwitnąć. Tu i ówdzie da się zauważyć pierwsze pąki. Na odmianach kompletnie się nie znam. Wrzos zwyczajny (Calluna vulgaris) o kwiatach bardziej różowych aniżeli fioletowych, przynajmniej w moich oczach [Fot. 12]. W albumie „Przyroda toruńskiego poligonu” sfotografowano także odmianę żółto-pomarańczową. Na taką jeszcze nie natrafiłem. Jeszcze kilka kroków i drzewa zostają w tyle, a rower grzęźnie w piachu. Jak dotąd to największy „pustynny” fragment, do którego dotarłem [Fot. 13]. Toponim Góra Sobieskiego powstał dopiero po 1945 roku. Na wcześniejszych mapach jest to nienazwany szczyt o wysokości 93 m (M, W). Na warstwie rastrowej Geoportalu nie zaznaczono tego punktu topograficznego, lecz po wpisaniu do tamtejszej wyszukiwarki nazwy góry lokalizuje ją w tym samym miejscu co przedwojenne mapy. Zerkam na południe, sam las [Fot. 14]. W dali na południowym wschodzie słabo zauważalne wiatraki. Skądś je znam? Już wiem, stoją w gminie Raciążek (Niestuszewo i okolice). Czyli widzialna dal liczy sobie spokojnie 20 km. Jeszcze łyk pruskiej historii mimowolnie wyskakującej z Messtischblattu. Przez szczyt Góry Sobieskiego przechodzi poligonowy południk – linia królowej Augusty. Chodzi o Augustę Marię Luizę Katarzynę von Sachsen-Weimar-Eisenach, królową Prus i cesarzową Niemiec, żonę Wilhelma I.

Zawracam na północ. Na szagę przez wrzosowy lasostep. O ile w czasie poprzednich wypadów napotykałem ludzi, tym razem – nie licząc stłumionego warkotu samolotów – nie spotkałem absolutnie nikogo. Czworonogiej fauny również. Zwierzaki najwyraźniej postanowiły przeczekać kanikułę w cieniu i nie marnowały swojej energii na kręcenie się w pełnym słońcu, jak nie przymierzając taki jeden z rowerem, który w dodatku zapomniał o nakryciu głowy. W końcu ścieżka zrobiła się zdatna do jazdy, ale po krótkim dystansie przyszło znów wdrapywać się na następny wierzchołek. Zachodnie pasmo czeka na zaliczenie [Fot. 15].

Na pierwszy ogień Góra Bema. Podobnie jak w przypadku Góry Sobieskiego toponim nie istniał przed wojną. Co więcej, nie zaznaczono w jej miejscu żadnego punktu topograficznego. Geoportal wskazuje szczyt na wysokości równo 88 m. Słupek istnieje, ale nie przypomina tych geodezyjnych [Fot. 16]. Gdyby kolejka poligonowa nadal istniała, to byłoby przynajmniej co z góry sfotografować, a tak ruszam dalej.

Droga łącząca szczyty pasma zachodniego przypomina odcinek trasy offroadowej [Fot. 17]. Pozostawione ślady opon świadczą o częstym użytkowaniu. To czy jeżdżą tam pojazdy wojskowe, czy quady pozostawiam do domysłu czytelników. Z pewnością pojazdy te z lubością zjeżdżają z i podjeżdżają pod wydmy. W pewnym momencie na środku ścieżki wyrasta brzoza [Fot. 18]. Tu za nią słupek. Sprawdzam na przygotowanej mapce Google, czy to już? Tego szczytu nie miała zaznaczona żadna z map. Na słupku dostrzegam ledwo widoczne „K” jak kabel telefoniczny. Zatem łączność była, ale widok też niczego sobie [Fot. 19]. Tym razem blokowisko oddalone jest o 11 km i w powiększeniu nabiera konkretniejszych kształtów. Widać jedno z przęseł mostu gen. Zawadzkiej. Wydaje mi się, że poprawnie identyfikuje niektóre wieżowce Rubinkowa II i Skarpy.

Za moment, za chwilę Góra Toruńska. Widok na panoramę Torunia będzie – tak mówili. Piachu co niemiara. Wydmy wyliniały tu do cna. W końcu dobrnąłem. Coś tu jednak się nie zgadza. Wskazanie szczytu w Geoportalu nie znajduje potwierdzenia w istnieniu słupka, który ma być gdzieś w lewym skraju piaszczystego traktu. Dobrze, że zerknąłem na Wikimapię. Słupek geodezyjny, owszem jest, ale około 60 metrów na zachód od szczytu pokazanego na rastrze Geoportalu [Fot. 20]. Obok walają się drewniane belki po trójkątnym maszcie, których punkt styku wisiał idealnie nad słupkiem. I rzeczywiście miasto Toruń jak na dłoni [Fot. 21]. Od Bydgoskiego Przedmieścia przez Osiedle Młodych, fragment Przedmieścia Chełmińskiego, Starówka z wyróżniającymi się czerwonymi kościołami, a w tle kościoła garnizonowego po prawej stronie wieżowce Mokrego. Po drugiej stronie, czyli patrząc w kierunku południowo-zachodnim dostrzeżemy wieżę obserwacyjną w Suchatówce.

Pozostaje do rozwiązania jedna zagwozdka. A mianowicie wszelka aktualna toponomastyka w Geoportalu bazuje na rozporządzeniach Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, powstałych w oparciu o ustalenia Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych. Toponim „Góra Toruńska” istnieje, lecz jest zarezerwowany dla innego wzniesienia Puszczy Bydgoskiej, położonego w lesie na terenie Dąblina (gm. Gniewkowo, pow. inowrocławski). Ma 109,36 m.n.p.m. Określenie „Góra Toruńska” dotyczące poligonu toruńskiego widnieje jedynie w Wikimapii i zostało utworzone przez jednego z użytkowników. Nie wiem jaką wysokość ma ten szczyt. Wskazanie Geoportalu, lecz dotyczące punktu położonego 60 metrów na wschód wynosi 99,8 m. Konkludując, nazwa jak najbardziej uzasadniona aczkolwiek nielegalna.

Upał na wrzosowiskach stanowczo dał mi popalić. Dosłownie, bo skóra z karku schodzi tęgo. Na „Górze Toruńskiej” skończyłem zwiedzanie i pognałem do domu.

[Fot. 1] Kopiec na szczycie Góry Potrójnej od strony północnej

[Fot. 2] Zamiast słupka geodezyjnego oznaczającego punkt szczytu mamy patyki

[Fot. 3] Pozostałości bramy lub czegokolwiek innego

[Fot. 4] Na drugim planie wzniesienie Góry Sygnałowej od północnego zachodu

[Fot. 5] Kopczyk szczytowy Góry Sygnałowej bez słupka geodezyjnego

[Fot. 6] Widok z Góry Sygnałowej w kierunku południowo-wschodnim

[Fot. 7] Pas przeciwpożarowy oddzielający otulinę leśną od poligonu „właściwego”

[Fot. 8] Słupek geodezyjny na szczycie Góry Czarniawskiego

[Fot. 9] Pozostałości po wieży triangulacyjnej (?)

[Fot. 10] Widok z Góry Czarniawskiego w kierunku północno-wschodnim. Na horyzoncie wieżowce Rubinkowa i Skarpy

[Fot. 11] Wrzosowiska nieopodal Góry Czarnieckiego

[Fot. 12] Wrzosy powoli zaczynają kwitnąć

[Fot. 13] Piaszczysty szczyt Góry Sobieskiego

[Fot. 14] Widok w kierunku południowo-zachodnim z Góry Sobieskiego

[Fot. 15] U podnóża zachodniego pasma

[Fot. 16] Szczyt Góry Bema

[Fot. 17] Wzdłuż pasma zachodniego

[Fot. 18] Wydmy, brzozy, sosny – cały poligon

[Fot. 19] Widok w kierunku północno-wschodnim. Blokowiska wschodniego Torunia. Obok komina elektrociepłowni jedno z przęseł nowego mostu.

[Fot. 20] Słupek geodezyjny „Góry Toruńskiej”

[Fot. 21] Panorama Torunia z „Góry Toruńskiej”

Reklamy

Nowociechociński amalgamat

Od 15 lipca do 31 października tego roku wspólnie z mieszkańcami Nowego Ciechocinka i Parafią Ewangelicko-Augsburską w Toruniu realizujemy projekt „Nowociechociński Amalgamat”. Oprócz kontynuacji porządkowania cmentarza ewangelicko-augsburskiego w Nowym Ciechocinku (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski) odbędą się warsztaty kuchni olęderskiej, gra terenowa na motywach życia dawnych osadników oraz wywiady z nie tylko najstarszymi mieszkańcami wsi.
Zgłoszenia wolontariuszy przyjmujemy telefonicznie, przez FB i maila – szczegóły na plakacie poniżej.

UWAGA: pierwszeństwo w uczestnictwie we wszystkich działaniach mają mieszkańcy Nowego Ciechocinka i najbliższych wsi (Wołuszewo, Wygoda, Kuczek). Terminarz prac, warsztatów kulinarnych i gry nie jest jeszcze ustalony – będziemy o wszystkim informować na bieżąco (na FB i stronie Lapidariów).
Zadanie dofinansowane w ramach programu Narodowego Instytutu Dziedzictwa – Wspólnie dla Dziedzictwa.

O cmentarzu i dotychczasowych działaniach – LINK

 

Majowa sobota z cmentarzami

Pierwszy raz w historii stowarzyszenia działaliśmy na 4 cmentarzach w jednym dniu. Przejdźmy od razu do rzeczy.

W Nowym Ciechocinku (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski) kilka nagrobków zostało okopanych bądź wykopanych z ziemi. Na FB stowarzyszenia pisałem, że pojawiła się nowa inskrypcja, ale okazało się, że była już znana wcześniej. Na pewno z ziemi wyszło porozbijane betonowe ogrodzenie od nieznanego pola grobowego. Myślę, że to nie ostatnia niespodzianka. Była to nasza 6 wizyta na tym cmentarzu. O tym, czy renowacja nabierze tempa przekonamy się pod koniec maja (lub na początku czerwca albo i jeszcze później), gdy ogłoszone zostaną wyniki konkursu Narodowego Instytutu Dziedzictwa.

[Fot. 1] Cmentarz ewangelicko-augsburski | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski)

[Fot. 2] Cmentarz ewangelicko-augsburski | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski)

O cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Nowym Ciechocinku – TUTAJ.

W Toruniu na Stawkach ostatni raz gościła minikoparka. Chodziło o wyrwanie 4 pniaków. Jeden z nich okazał się być prawdziwym potworem. Dzięki doświadczeniu i zręczności operatora Pana Janusza Witkowskiego (firma Jawit) ustawiliśmy też ciężką granitową podstawę pod krzyż. Z cmentarzem ewangelickim przy ul. Łącznej spotkaliśmy się 23 raz. Jego specyfika polega na tym, że swego czasu stał się dzikim wysypiskiem, niewymownie gęsto zarośniętym lilakiem. Bzy i akacje usunięte zostały wraz z korzeniami, nagrobków z około 70 zrobiło się 125. Ilość wywiezionych śmieci, warstwa minimum 50 cm wgłąb ziemi, pozostaje niepoliczalna. Na pewno nie uda się nam zlikwidować wszystkich. Z sobotnich ciekawostek zanotowaliśmy pełną fiolkę z popularnym lekiem na serce. O innych ustrojstwach nawet nie warto pisać. Najważniejsze, że połowa nagrobków została wydobyta i wypoziomowana. Prócz dokończenia ustawiania nagrobków, czeka nas jeszcze ustawienie słupków od pól grobowych, wypełnienie obmurówek piachem i ziemią, a także kilka innych rzeczy związanych z porządkami.

[Fot. 3] Prace na cmentarzu ewangelickim | Toruń (Stawki)

[Fot. 4] Prace na cmentarzu ewangelickim | Toruń (Stawki)

[Fot. 5] Prace na cmentarzu ewangelickim | Toruń (Stawki)

[Fot. 6] Cmentarz ewangelicki | Toruń (Stawki)

O cmentarzu ewangelickim w Toruniu (Stawkach) – TUTAJ.

W Brzozie (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński) zamontowaliśmy żeliwną tabliczkę Idy Haupt. Tabliczka została najprawdopodobniej znaleziona przez detektorystów lub przyniesiona na cmentarz w 2017 roku, podczas porządkowania obiektu przez nasze stowarzyszenie. Żadne żeliwne ogrodzenie nie przetrwało toteż nie mogliśmy nigdzie jej zamocować. Metalowy stelaż został przytwierdzony przez Olgierda Kędzierskiego ze Stowarzyszenia Stawki, z którym porządkujemy wspomniany wyżej cmentarz ewangelicki przy ul. Łącznej w Toruniu. Sama tabliczka została odświeżona już 2 lata temu, dziś została ponownie oddana cmentarzowi. Mamy nadzieję, że zostanie uszanowana tak jak wszystkie inne nagrobki. Do tej pory nie zauważyliśmy jakichkolwiek oznak dewastacji.

[Fot. 7] Żeliwna tabliczka Idy Haupt z mocowaniem | Brzoza (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński)

[Fot. 8] Montaż tabliczki | Brzoza (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński)

[Fot. 9] Montaż tabliczki | Brzoza (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński)

[Fot. 10] Tabliczka po montażu | Brzoza (gm. Wielka Nieszawka, pow. toruński)

O cmentarzu ewangelickim w Brzozie – TUTAJ.

W czasie mocowania tabliczki rozpoczęły się koparkowe manewry na cmentarzu ewangelickim nowym na toruńskim Podgórzu. Chodziło o wyrwanie kilku grubych pniaków. I tutaj Pan Janusz Witkowski spisał się znakomicie. Usuwanie korzeni z pewnością będzie kontynuowane.

[Fot. 11] Wyrwane korzenie na cmentarzu ewangelickim nowym | Toruń (Podgórz)

[Fot. 12] prace na cmentarzu ewangelickim nowym | Toruń (Podgórz)

[Fot. 13] Dziury po korzeniach zostały zakopane | Toruń (Podgórz)

[Fot. 14] Prace na cmentarzu ewangelickim nowym | Toruń (Podgórz)

O cmentarzu ewangelickim nowym w Toruniu (Podgórzu) – TUTAJ.

Cmentarna majówka za nami. Gdyby ktokolwiek z czytelników zechciał wesprzeć nasze działania darowizną dowolnej wysokości to bylibyśmy ogromnie wdzięczni. Poniżej niezbędne dane:

Lapidaria. Zapomniane cmentarze Pomorza i Kujaw
ul. Wyszyńskiego 16/60
87-100 Toruń
nr rachunku (Bank Spółdzielczy w Toruniu): 33 9511 0000 0000 2436 2000 0010
SWIFT: GBWCPLPP
Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Prace na cmentarzu ewangelickim w Nowym Ciechocinku

Za nami piąte spotkanie z cmentarzem ewangelicko-augsburskim w Nowym Ciechocinku (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), nie licząc porządkowań przeprowadzonych przez samych mieszkańców. Czas najwyższy zatem napisać coś o dotychczasowych poczynaniach i odkryciach. Będzie po kronikarsku, czyli od początku.

W 2018 roku mieszkańcy Nowego Ciechocinka, z inicjatywy sołtysa i miejscowego radnego Pana Marka Wieczorka, postanowili zadbać o własne „trudne dziedzictwo”. Po konsultacjach z Lapidariami uzyskali wszelkie możliwe pozwolenia i przystąpili do pierwszego etapu jakim była wycinka zbędnej roślinności i zebranie śmieci. Usunięto zbędny lilak, robinie i inne krzaki. Rębak sfinansowano z funduszu sołeckiego. Realizacja przedsięwzięcia w Toporzysku oraz wynikające z tego terminy narzucone przez FIO nie pozwoliły nam na wspomożenie mieszkańców w ubiegłym roku. Należy przy tym pochwalić zaangażowanie i nieustępliwość porządkujących. Wycinka tak zakrzaczonego terenu o powierzchni pół hektara nie była operacją jednorazową. Kryje się za tym wiele spotkań i mnóstwo wysiłku. Na cmentarzu pracują nie tylko pojedyncze osoby, ale również całe pokolenia rodzin. Brzmi to górnolotnie, ale wygląda na to, że po prawie 74 latach cmentarz ma szansę zmienić swoje oblicze z rozkradzionej, zakrzaczonej kloaki w godne miejsce pochówku, o co zabiegają współcześni nowociechocinianie. Nie jest prawdą, że cmentarz jest i będzie „łysym polem”. Dekady zaniedbań odcisnęły na nim swoje piętno. Po naprawie nagrobków przyjdzie czas na nasadzenia nowych drzew oraz innej niskopiennej roślinności.

Działania stowarzyszenia rozpoczęliśmy w kwietniu bieżącego roku. Właściwie to zaczęło się od inwentaryzacji zrobionej w 2016 roku. Doliczyłem się wtedy 80 stanowisk nagrobnych. Ponieważ inwentaryzacja robiona była przed wycinką krzaków, z góry założyć trzeba większą ilość nagrobków. Akurat o tym przekonujemy się na bieżąco w trakcie trwania drugiego etapu porządkowania. Każdy nagrobek należy wykopać, aby skompletować wszystkie jego elementy (części postumentów, obmurówek, pól grobowych, tablic). Cała praca odbywa się „ręcznie”, tzn. przy użyciu szpadli, łomów, lin i dosłownie samych rąk. Roztrzaskane części tablic często znajdują się w środku obmurówki lub w jej bezpośrednim otoczeniu. Z postumentami bywa zwykle tak samo, choć nie raz spotkaliśmy się z tym, że dana część pasowała do znalezionej kilkanaście metrów obok. Poza tym większość nagrobków jest pozapadana, a przecież powinny być na ziemi, a nie pod nią. Jeśli ktokolwiek sądzi, że nagrobki zostaną usunięte, uspokajamy – tak nie będzie. Zadaniem minikoparki będzie usunięcie starych pni i korzeni gnieżdżących się nierzadko tuż przy nagrobkach. Aby ciężki sprzęt ich nie uszkodził trzeba najzwyczajniej je wyciągnąć i odsunąć. Po likwidacji korzeni nastąpi równanie terenu pod nagrobkami i ich stawianie, ale do tego jeszcze daleka droga.

W wyniku dotychczasowych prac ilość znalezionych inskrypcji powiększyła się o 15 dotąd nieznanych. Najciekawsze są odkryte przez mieszkańców poziome płyty małżeństwa Taube (zm. 1900 i 1901) oraz Jana Busse (zm. 1874). Ta ostatnia zawiera polskojęzyczną inskrypcję – nie pierwszą na cmentarzu. Ocalało też co nieco wyrobów metalowych. Natknęliśmy się na żeliwną tablicę Johanna Hauka (zm. 1899) oraz ogrodzenie z przedstawionymi wizerunkami jaskółki i twarzą putto. Identyczna twarz została znaleziona podczas prac w Słońsku Górnym w 2014 roku, wytwórca ogrodzenia nadal pozostaje anonimowy. W ogóle cmentarz nie ma jakoś szczęścia do sygnatur. Zaledwie jeden pomnik posiada wyryty podpis wykonawcy – zakład rodziny Kuza z Aleksandrowa Kujawskiego. Podejrzewamy, że miejscowi zamawiali także pomniki z włocławskich zakładów kamieniarskich, lecz dowodów na to brak.

[Fot. 1] Płyta małżeństwa Taube | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 2] Płyta Jana Busse | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 3] Tablica żeliwna Johanna Hauka | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 4] Fragment żeliwnego ogrodzenia | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 5] Głowa putto z ogrodzenia | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 6] Jaskółka z ogrodzenia | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

Jest taki element nagrobka, który cieszy się niebywałym wzięciem u dewastatorów. To krzyż. Znaleźć symbol chrześcijaństwa w całości – bez względu na materiał – niezwykle trudno. Zaświadcza o tym kilkadziesiąt przykładów z prac porządkowych, nie mówiąc już o stanie setek odwiedzonych cmentarzy. Wnioski zostawiam czytelnikom. W Nowym Ciechocinku jeden z krzyży metalowych znalazły uczestniczące w pracach dzieci. Drugi, ażurowy z symbolami wiary, nadziei i Boga zachował się fragmentarycznie. Najciekawszą jednak jest wydobyta z ziemi mała część krzyża wyglądająca na suppedaneum. Tak właśnie przypuszczamy.

[Fot. 7] Jedyny zachowany w całości krzyż | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 8] Fragment krzyża z zachowanymi symbolami Boga, wiary i nadziei | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 9] Przypuszczalne suppedaneum od krzyża prawosławnego | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

Domniemany pochówek prawosławny na miejscowym cmentarzu ewangelicko-augsburskim nie jest moim zdaniem kompletnie niemożliwy. Nowy Ciechocinek leży już na ziemiach byłego zaboru rosyjskiego – od dawnej granicy na Tążynie do cmentarza niecałe 3 km. W okolicy nie brakowało rosyjskich żołnierzy, celników, urzędników. Sytuacja stałaby się jasna tylko w przypadku odnalezienia pozostałych części krzyża. O dobrowolne umiędzynarodowienie miejscowego cmentarza i wymuszony ekumenizm wcale nie trudno. Prócz wspomnianej płyty Jana Busse znajdziemy jeszcze 3 inne inskrypcje wykonane w języku polskim. Odnośnie wymuszonego ekumenizmu to rozumiem poprzez ten termin występowanie tablic wtórnie użytych na nagrobkach Niemców, a pochodzących z cmentarza żydowskiego. Chodzi o nagrobki osób zmarłych podczas okupacji hitlerowskiej. Niestety nie znaleźliśmy całej tablicy. Fragment jednej, która ma z drugiej strony litery hebrajskie oraz odcisk napisu hebrajskiego w postumencie. Z analizy tekstu, wykonanej przez jednego z komentujących na profilu stowarzyszenia, wynika, że z zachowanych fragmentów tekstów hebrajskich nie da się wyczytać miejsca śmierci lub pochówku. Wydaje się, że tablice zostały zabrane z cmentarza żydowskiego w Ciechocinku, choćby z uwagi na odległość.

[Fot. 10] Fragment odwrotnej części użytej wtórnie tablicy z cmentarza żydowskiego | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 11] Odcisk od użytej wtórnie tablicy z nagrobka żydowskiego | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 12] Znaleźliśmy zaledwie 2 rozbite porcelanki z fotografią zmarłego. Prezentowana na zdjęciu jest w lepszym stanie, przedstawia wizerunek mężczyzny | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

Ostatnie prace odbyły się w ubiegłą sobotę. Trzeba przyznać, że mieszkańcy spisali się wyśmienicie.

[Fot. 13] Prace na cmentarzu ewangelicko-augsburskim | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 14] Cmentarz ewangelicko-augsburski podczas prac | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 15] Prace na cmentarzu ewangelicko-augsburskim | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 16] Prace na cmentarzu ewangelicko-augsburskim | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 17] Prace na cmentarzu ewangelicko-augsburskim | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

[Fot. 18] Prace na cmentarzu ewangelicko-augsburskim | Nowy Ciechocinek (gm. Aleksandrów Kujawski, pow. aleksandrowski), 2019

Najstarsze wzmianki o cmentarzu pochodzą z 1829 roku i dotyczą założenia kantoratu w Nowym Ciechocinku. Nie można jednak wykluczyć, że cmentarz założono wcześniej albowiem o olędrach zamieszkujących tę osadę (Ciechocinek Nowe Hollendry) wspomina wizytacja nieistniejącej parafii rzymskokatolickiej w Słońsku z 1761 roku. Podczas obchodów stulecia istnienia kantoratu wystawiono na cmentarzu zachowane do dziś betonowy krzyż i betonową dzwonnicę. Oczywiście dzwony nie przetrwały podobnie jak i kantorówka, która spaliła się w drugie święto Bożego Narodzenia 1943 roku. Ostatni nauczyciel o nazwisku Daase został wkrótce potem zmobilizowany do Wehrmachtu i nie już powrócił. Miejscowy kantorat służył nie tylko mieszkańcom Nowego Ciechocinka, ale także sąsiednich wsi: Kuczek, Odolion, Stary Ciechocinek, Wołuszewo, Wygoda. Administracyjnie związany był z parafią ewangelicką w Nieszawie. Najstarsze nagrobki pochodzą z 1844 i 1862 roku.

Wszystkie informacje o cmentarzu, w tym zdjęcia inskrypcji można obejrzeć TUTAJ.

IX Rajd Graniczny

Tradycji stanie się zadość po raz dziewiąty – bez względu na pogodę. Tegoroczny pieszy IX Rajd Graniczny odbędzie się w niedzielę 12 maja 2019. Start o godzinie 9:00 sprzed bramy cmentarza rzymskokatolickiego w Lubiczu Górnym.

Trasa rajdu dostępna na stronie organizatora, Pana Jana Młynarczyka: 87-100.pl

Szlakiem poligonowych widm 2019 (03)

Wjeżdżam w głąb poligonowego pejzażu z ostatniego zdjęcia części drugiej wyprawy – TUTAJ. Przy czym jazdę potraktujmy tu umownie. Opony trekingowe przegrywają z zapiaszczonym duktem. Więcej przedreptałem, ale gdyby nie to, nigdy nie zauważyłbym starych słupków granicznych od Strzelnicy Artyleryjskiej (Thorner Fußartillerie Schießplatz). Najwyraźniej poligon stanowił integralną część Twierdzy Toruń i stąd słupki FG (Festung Grenze). Jeśli coś kręcę to poproszę o sprostowanie. Dla ścisłości, dotychczas przebyty odcinek Linii Kapliczek także był granicą poligonu, ale tam słupków nie było, tu zauważyłem ich co najmniej pięć. Są w różnym stanie, część rozwalona, a część jak na poniższym zdjęciu.

[Fot. 1] Słupek graniczny FG na poligonie

Będąc już w okolicy Góry Taras zbaczam w bezdroża, kierując się na Stanisławowo-Poczałkowo. Znów więcej na nogach niż na rowerze. Teren dawnej osady z początku mnie rozczarował. Z drugiej strony nie chcę wyrokować, gdyż był to przedostatni punkt całodniowej wyprawy i znużenie dawało znać o sobie. Całą eskapadę traktuję jako zwiadowczą, wstępną do ewentualnych późniejszych badań. Wzdłuż głównego traktu wsi, po obu stronach, można zauważyć charakterystyczną roślinność ruderalną, manifestującą miejsca po dawnych gospodarstwach.

[Fot. 2] U podnóża Góry Taras.

[Fot. 3] Główna droga dawnej wsi Stanisławowo-Poczałkowo

Wiele osób ciekawych jest skąd taka przydługa nazwa wsi. A było to tak. Dąmbscy, będący przez niemal cały XVIII wiek właścicielami majątku Nowe Grabia, pozwolili w 1784 roku na osadnictwo w dwóch punktach: tu oraz wzdłuż lewego brzegu Tążyny, nieopodal Pieczeni. W 1794 roku sprzedali Nowe Grabia Besiekierskim, lecz zostawili sobie spory kawałek lasu na wschód od Drogi Warszawskiej. Ten las wraz z dwoma punktami osadniczymi nazywano Stanisławowem – od imienia Stanisława Dąmbskiego, ostatniego wojewody brzesko-kujawskiego. W 1802 roku dokonano kolejnej transakcji uszczuplającej stan posiadania Dąmbskich. Południową połowę lasu nabyli Niemojewscy ze Służewa. Odtąd osady zaczęły nazywać się: Stanisławowo-Służewo (wzdłuż Tążyny, będąca w rękach właścicieli Służewa) i Stanisławowo-Poczałkowo (w północnej części lasu, w rękach Dąmbskich mających majątek w Poczałkowie). Prywatne lasy wymienionych właścicieli zyskały nazwy: Las Poczałkowski (północny) z leśniczówką w Stanisławowie-Poczałkowie i Las Służewski (południowy) z leśniczówką w Pieczeni. W owym czasie teren po obu stronach Tążyny należał do Prus. Po 1815 sytuacja się zmieniła. Leżące odtąd po pruskiej stronie Stanisławowo-Poczałkowo traktowane było jako samodzielny obszar dworski (wg danych z 1868). Jest to dla mnie jest nieco zaskakujące albowiem stawiałbym raczej na upaństwowienie części składowej majątku, którego centrum (Poczałkowo) leżało odtąd na terenie zaboru rosyjskiego. Od 1876 majątek ten przeszedł w ręce fiskusa leśnego („pruskie lasy państwowe”), co oznaczało, że Las Poczałkowski został wchłonięty przez Nadleśnictwo Cierpice. Trzymając się obrazu na mapach, leśniczówka zniknęła w latach 1893-1903. Na początku XX wieku Stanisławowo-Poczałkowo, po 115 latach, na króciutko znów trafia w skład majątku Grabia, po to by w 1909 roku ostatecznie wylądować jako osada podlegająca obszarowi dworskiemu Karczemka. Taki też był stan administracyjny miejscowości w 1921 roku i na tym zakończę historyczne enuncjacje.

Sprawdźmy, co takiego słychać i widać w miejscu gospodarstwa, które służyło także jako siedziba Leśnictwa Stanisławowo-Poczałkowo. Otóż najpierw słychać było pomruk zeźlonego dzika, któremu przerwałem późnopopołudniową sjestę. Potem naocznie zarejestrowałem ślady po poszukiwaczach skarbów – dołki z rozrzuconym bezwartościowym zardzewiałym tałatajstwem. Kawałek dalej „nawiedzone drzewo”. Robinii z tak pokręconymi i grabiastymi konarami jeszcze nie widziałem. Obok skupisko kilku innych, nie dorównujących jednak tamtemu samotnie stojącemu drzewu.

[Fot. 4] „Nawiedzone drzewo” ze Stanisławowa-Poczałkowa

[Fot. 5] Wężowate robinie ze Stanisławowa-Poczałkowa

Ostatnim miejscem do namierzenia była Kuchnia. Nie góra, a leśniczówka. O Kuchni po raz pierwszy pisano w dokumentach spadkowych Dąmbskich w 1771 roku. Wtedy była to karczma o nazwie Kuchnia Królewska. Ponieważ leżała przy uczęszczanej Drodze Warszawskiej, z pewnością nie narzekano na brak klientów. W spisie z 1854 Kuchnia funkcjonuje jako folwark, w spisie z 1868 już jako leśniczówka z osadą. Dlaczego w odległości nieco ponad 300 metrów istniały dwa leśnictwa, Kuchnia i Stanisławowo-Poczałkowo. Bo lasy te posiadały dwóch różnych właścicieli. Kuchnia wchodziła w skład majątku Nowe Grabia, a leśnictwo podlegało swego czasu Nadleśnictwu Wodek w Lesie Nowograbskim.

[Fot. 6] Tu stała leśniczówka Kuchnia, a wcześniej karczma

W tym miejscu zakończyłem samotne badanie poligonu i Drogą Warszawską udałem się do domu. Równy tydzień później odbyłem drugą wycieczkę, tym razem na pieszo z członkami Grupy Turystyczno-Krajoznawczej z Aleksandrowa Kujawskiego. Punktem zbornym był obelisk w Popiołach. Trasa wiodła przez Sarnak, Wodek, lejowisko, Górę Karmnik, Górę Kościuszki, Górę Kapliczną do Kapliczki, a z powrotem przez aleją dębową z pomnikami przyrody i jej przedłużeniem do obelisku. Żeby się nie powtarzać teleportujmy się do punktu znajdującego się na 1,4 kilometrze Linii Kapliczek. To 100 metrów przed skrętem zasygnalizowanym w części drugiej (tam fot. 9 i 10). Tym razem skręcamy w prawo, na południe. Naszym oczom ukazuje się niewielka pustynia z charakterystycznymi lejami. W tym miejscu wojsko detonowało niewypały. Podobno teraz lokalizacja detonacji znalezionych ładunków wybuchowych zmieniła się.

[Fot. 7] Lejowisko – teren detonacji ładunków wybuchowych

Niemal naprzeciwko lejowiska znajduje się pierwszy z trzech szczytów, które zamierzaliśmy zdobyć. Góra Karmnik, 86,5 m n. p. m. Tym, którzy teraz parskają ze śmiechu przypominam, że mówimy o wydmach. Widok z Karmnika nie zapiera tchu.

[Fot. 8] Widok z Góry Karmnik w kierunku południowo-wschodnim

Od kolejnego szczytu dzieli nas niecałe 700 metrów. Pamiętacie opanowany przez wrzosowiska pagórek? (fot. 9 w części 2). To właśnie Góra Kościuszki. Stąd widoki już są ciekawsze aczkolwiek z punktu samego szczytu (88 m. n. p. m.) nic specjalnego. Na Górze Kościuszki znajduje się wrak SKOTa (Średniego Kołowego Opancerzonego Transportera produkcji czechosłowacko-polskiej).

[Fot. 9] Wrak SKOTa na Górze Kościuszki (nie w punkcie szczytu)

I ostatnia góra, Góra Kapliczna (90,7 m. n. p. m.). Najwyżej, ale prawdę mówiąc najmniej interesująco. Na zdjęciu widok na sam szczyt.

[Fot. 10] Widok na szczyt Góry Kaplicznej

Zagadnienie kapliczki jest według mnie najlepiej opracowanym tematem związanym z poligonem. Dlatego nie będę powtarzać tego co można znaleźć gdzie indziej. Skupię się na 3 dębach pomnikach przyrody. Pierwszy z nich obok dębu z amboną, zaznaczonego w Wikimapii. Jeśli tam dojdziecie to na pewno zauważycie zielony znak pomnika przyrody.

[Fot. 11] Po lewej dąb z amboną, po prawej dąb będący pomnikiem przyrody

Drugi znajduje się na skraju pasa przeciwpożarowego, prawie w ciągu dębowej alei rozpoczynającej się trochę ponad 50 metrów na południe od kapliczki.

[Fot. 12] Aleja dębowa krzyżuje się z pasem przeciwpożarowym.

[Fot. 13] A gdy spojrzymy w drugą stronę to widzimy pomnik przyrody.

Trzeci z pomnikowych dębów, około 50 metrów na zachód od skrzyżowania drogi z pasem przeciwpożarowym.

[Fot. 14] Trzeci pomnikowy dąb

Do punktu wypadowego (obelisku) zostało do przejścia 3 km. Na zakończenie relacji najciekawszy widok z Góry Kościuszki w kierunku północnym. W oddali widzimy Górę Podłużną – lekkie wywyższenie rozpoczynające się ciut na prawo od środka linii horyzontu. Widoczna ścieżka to Linia Kapliczek. I jeszcze słowo o atrakcyjności widoków. Wszystko zależy od pory roku. Wszystkie zdjęcia zrobione były pod koniec marca. W połowie października świat poligonu wygląda zupełnie inaczej.

[Fot. 15] Widok z Góry Kościuszki w stronę Góry Podłużnej

Szlakiem poligonowych widm 2019 (02)

Kwitnie wszędzie to i owo. Zdjęcia z marcowego wypadu zrobiły się ciut nieświeże. Pierwszą część (TUTAJ) zakończyłem na folwarku Brzeczka. Ruszam w stronę Popiołów. Po drodze sprawdziłem jeszcze jeden staw, na starych niemieckich mapach nazywany Schafwäsche. Ani chybi, prano tu owieczki. Oczywiście zarośnięty, nie warto pokazywać.

[Fot. 1] Po drodze do Popiołów

Teren folwarku Popioły, vis-a-vis obelisku wystawionego na 60-lecie koła łowieckiego „Odyniec”, jest okropnie zarośnięty. Na zachodnim skraju bez przeszkód można dostrzec zarośnięte fundamenty i inne trudne do identyfikacji betonowe odpady. Teraz, gdy raz jeszcze zerkam na starą mapę, widzę że otwiera się jeszcze jeden temat. A mianowicie trasa gospodarczej kolejki prowadzącej z Popiołów przez Brzeczkę do Grabii, a następnie przez Opoczki, Stanomin, Brudnię, Dziewia, Papros, Skotniki, Piaski, Tarnowo, do Kruszwicy. Ze względu na swoje przeznaczenie – transport buraków do cukrowni – zwana była kolejką buraczaną (Rübenbahn). Przedarłem się drugi koniec folwarku Popioły na łąkę, gdzie hoduje się trawę używaną do karmienia zwierzyny.

[Fot. 2] Folwark Popioły od strony północnej

Najwyższy czas liznąć trochę prawdziwego poligonu. Od Sarnaku dzielą mnie 2 km. Skrót wcale mi na zdrowie nie wyszedł. Zamiast drogą, brnę przez żarnowiec miotlasty. W czerwcu będzie żółcić się na ostro, obecnie nie wyróżnia się niczym od innych zielonych przedstawicieli flory poligonu.

[Fot. 3] Brnąc przez żarnowiec (przez ok. 0,5 km)

Czy Sarnak zawdzięcza swoją nazwę od sarny? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Może tak, może nie. Takie luźne skojarzenie. Powstał w latach 70. XIX w. jako gajówka majątku Grabia – w Lesie Nowograbskim, podlegająca Nadleśnictwu Wodek. Nurtuje mnie, czy w leksykonie gmin zachodniopruskich z 1905 roku nie popełniono błędu definiując Sarnak jako piła-młyn (Schneidermühle), czyli tartak młyński. Z historii znam wyłącznie tartaki młyńskie, którego napęd stanowi koło młyna wodnego. W takim wypadku coś tu nie gra, bo rzeki tu przecież nie było. Chyba, że chodziło o tartak napędzany młynem parowym, ale nic na ten temat nie znalazłem. Sarnak ma też jeszcze jedną tajemnicę, która zostawiam sobie na później.

[Fot. 4] Sarnak. Tu było, tu stało… gajówka i inne budynki

[Fot. 5] Sarnak. Skrzyżowanie z drogą wiodącą do Pieczeni

Im bliżej nadleśnictwa Wodek, tym więcej tropów zwierząt mi towarzyszy. Wszystko staje się jasne tuż przy miejscu gdzie stała owa siedziba nadleśnictwa. Znajduje się tam sztuczny wodopój dla zwierzyny z bliższych i dalszych zakątków poligonu. Wodek – opisany na starych mapach również jako Wudek, Wódek, Wodka, Wódka, Wodki – rozpoczynał swoje istnienie jako karczma. Od co najmniej lat 60. XIX w. powstało tam nadleśnictwo. Po powiększeniu terenu poligonu na pocz. XX w. Wodek zdegradowano do gajówki.

[Fot. 6] Wodopój przy nieistniejącym Nadleśnictwie Wodek

Przypatrując się starym niemieckim mapom zauważymy, że obszar poligonu pokryty jest siecią dróg, krzyżujących się pod kątem prostym, niczym w amerykańskich miastach. Co ciekawe niemal wszystkie posiadają swoją nazwę. Linia Bismarcka, Linia Sadowa, Linia Moltkego. Nie wszystkie mają jednoznacznie wojskowe konotacje. Są też: Linia Wygoda, Linia Dziwak i Linia Kapliczek. Domyślam się, że ta swoista sieć drogowa powstała w związku z wojskowym wykorzystaniem tego terenu jednak nie wiem kto?, kiedy?, dlaczego tak a nie inaczej? Trochę dziwne, że akurat nazwę linii, wzdłuż której będę kontynuował wycieczkę, zapisano w liczbie mnogiej. Kapellen Linie łączy linią prostą Nadleśnictwo Wodek z zabraną do skansenu w Dziekanowicach kapliczką pustelników. Naturalnie dziś droga nie jest już wcale taka idealnie prosta.

[Fot. 7] Krzaki to miejsce po siedzibie Nadleśnictwa Wodek. Tu rozpoczyna się Linia Kapliczek (sorry za krzywiznę)

Osobiście nazwałbym tę drogę Heidekraut Linie, Linią Wrzosowisk. Już w czasie drogi na Sarnak da się zauważyć coraz więcej skupisk wrzosów, ale tu skolonizowały całe połacie ciągnące się kilkaset metrów w głąb. Wrzosy, brzozy, sosny – standardowy zestaw flory poligonu.

[Fot. 8] Wrzosowy krajobraz wzdłuż Linii Kapliczek

Półtora kilometra dreptania po piachu wśród wrzosowisk i oczom ukazuje się łyse wzniesienie, niemal całe pokryte wrzosami. Zgodnie z zadaną trasą powinienem tu skręcić w lewo, na północny wschód, by dojechać do Stanisławowa-Poczałkowa. A lejowisko, Góra Karmnik, Góra Kościuszki, Kapliczka? Będzie w następnym odcinku.

[Fot. 9] Pokryta wrzosami Góra Kościuszki

[Fot. 10] Dawna granica toruńskiego poligonu